Jak pokonać lęk przed odrzuceniem, czyli powrót taty w praktyce Kierunek Zycie

Jak pokonać lęk przed odrzuceniem, czyli powrót do relacji z tatą

Nie miałam pozytywnych relacji z tatą w dzieciństwie. Podobnie do wielu innych dzieci z domów dysfunkcyjnych. Nie było go przy mnie, a jak był, to w sposób destrukcyjny. Wolę się jednak skupić na teraźniejszości. W Tu i Teraz mam tatę, jego wsparcie i miłość. W Tu i Teraz mogę kochać go swobodnie, bez wstydu i nienawiści, połączonej z bólem odrzucenia. Chcę być dobrze zrozumiana. Mój tato nie przemienił się w anioła miłosierdzia, taplającego się w wyrzutach sumienia. Stał się po prosty moim ojcem, a ja zrozumiałam jak pokonać lęk przed odrzuceniem, który zaszczepił we mnie brak jego opieki. Zrozumiałam, jak otworzyć się na zmiany i dążyć do spełnienia marzeń. Bez taty – przede wszystkim tego duchowego, ale też i materialnego – nie byłoby to możliwe. Jest on bowiem moim fundamentem odwagi do działania i popełniania błędów. Jego bezwarunkowa miłość jest podstawą zaufania do Przestrzeni. Dla mnie i dla każdej kobiety.

Synowie zaufanie to odnajdują w zdrowych relacjach z mamą, fizyczną i duchową, która przychodzi do nich w snach, wizjach i symbolach. Która staje się ich dopełnieniem w procesie dojrzewania. Tak jak ojciec staje się w końcu dopełnieniem córki, gdy ta jako osoba dojrzała odnajduje jego cechy w sobie i partnerze. Matka jako drugi biegun ojca pokazuje synowi swą bezwarunkową miłość poprzez akceptację dla jego pomysłów, dla jego głodu poznania. Nie blokuje, ale kierunkuje jego zapał. Dlaczego zatem artykuł odnosi się przede wszystkim do postaci ojca? Bo jestem córką, nie synem i takie ujęcie sytuacji jest dla mnie naturalne. Postaram się jednak wpiąć w historię przykłady dotyczące relacji matki z synem. Dla równowagi. Ale po kolei.

Jak żyć bez lęku?

Czy jest to w ogóle możliwe? W świecie, w którym budzą Cię i usypiają dzikie awantury? Kiedy każdy błąd może drogo kosztować, a pęd do perfekcjonizmu zaczyna się od przedszkola. Samo życie później tylko powiela ten schemat. Wciąż istnieją pały za nieprzygotowanie i brak wiedzy. Zmienia się tylko ich oblicze. Takie przeświadczenie utrwala się w podświadomości i blokuje na jakiekolwiek zmiany. Bo przecież może być jeszcze gorzej, prawda? Przynajmniej ja tak myślałam. Powielałam i utrwalałam wzorzec, traktując każdą porażkę jako potwierdzenie własnej beznadziejności. Aż doszłam do ściany. Cierpiałam, ale każda myśl o zmianie blokowana była wcześniejszymi niepowodzeniami, kulturowymi i religijnymi uprzedzeniami oraz przeświadczeniem o bezwartościowości. To ostanie kształtowało się przez całe wcześniejsze życie, ale podwaliny stworzyła sytuacja rodzinna. Nie tylko domowa.

Pierwszy podstawowy lęk, z którego wywodzą się wszystkie inne, powstaje gdy dziecku brak oparcia. Gdy brak ramion, które podniosą z upadku i słów, które pocieszą. Zamiast tego zwykle czeka odwrotność. Jak uwierzyć w bycie kochanym, kiedy nikt nie broni i nie wspiera? Jak uwierzyć we własną wartość, dobre życie i opiekuńczą Przestrzeń, kiedy Ci, którzy mają być materialnym jej przedłużeniem, zawodzą? W dzieciństwie jest to często niemożliwe. Później pomagają nam w tym ‚ściany’. Sytuacje bez wyjścia zawsze mają jakieś przejścia, o ile my sami się na nie otworzymy. Jak? Dając szansę nowemu. Zbierając się na odwagę, mimo niepewności. Paradoksalnie właśnie nasza własna odwaga pokaże nam jak żyć bez lęku. Zwłaszcza odwaga do przyjrzenia się sobie. Nie tylko słabościom, ale przede wszystkim siłom. Wbrew utartemu poglądowi, to nasza własna siła wywołuje w nas największy lęk. Ja uchwyciłam się snów i pracy z podświadomością. Mimo lęku przed ogniami piekielnymi, które pozwoliłam sobie wpoić jako ówczesna gorliwa katoliczka.

Praca z podświadomością i znaczenie snów

Wszystko, co domaga się zauważenia w związku z podświadomością, opisałam w artykule ‚Podświadomość – pamięć istnienie (i) bólu‚. Jest to wiedza oparta o własne doświadczenia oraz o efekty, które są wynikiem pracy nad sobą. Bo praca nad sobą, a zatem w moim przypadku praca z podświadomością poprzez sny jest niezbędna, by dokonać zmian w życiu. Zmiany te muszą zaistnieć na dwóch płaszczyznach – wewnętrznej i materialnej. Obszar wewnętrzny odnosi się do podświadomości, która jest zapisem niepowodzeń i bólu. W ten sposób tworzą się w nas blokady, które należy rozbroić zrozumieniem i zaufaniem. Jest to niezbędny etap, ponieważ nawet nagłe polepszenie warunków życia nie zmieni destrukcyjnych wspomnień. Mój tato wprawdzie zmienił się po 25 latach, ale nie zwróciło mi to dzieciństwa i lat nastoletnich. Nie wymazało porażek pierwszych kroków w dorosłość bez jego wsparcia. I co najważniejsze: nie przywróciło mi to poczucia bezpieczeństwa i miłości. On się zmienił, a ja wyczekiwałam jego potknięć. Nie wierzyłam, że zmiany były trwałe. Sądzę, że on też nie.

Praca z podświadomością polegała u mnie na wejściu we wszystkie lęki i krzywdy, których doświadczyłam jako dziecko i jako nastolatka. Również jako osoba dorosła, ponieważ późniejsze krzywdy bazują zwykle na tych wcześniejszych. Zaczynając od bólu tych dorosłych, powoli dochodziłam do dziecięcych. Do odrzucenia i strachu, które towarzyszyły mi od najmłodszych lat. O wszystkim przypominały sny, bardzo intensywne i częste. Byłam w nich świadkiem, bądź uczestnikiem historii, które naprowadzały mnie na odpowiednie skojarzenia i pozwalały zrozumieć skutki i przyczyny. W początkowych latach równie często pojawiały się wizje, a także głosy. Przyznaję, że były momenty zwątpienia we własne zdrowie psychiczne. Jednak kiedy zasłyszane słowa przemieniają się w końcu w rozmowę, która wyjaśnia zawiłe kwestie w sposób logiczny, czy może to być objawem szaleństwa? Dla mnie odpowiedź jest jasna – otrzymałam pomoc w zrozumieniu, które teraz przekazuję dalej.

Mimo, iż praca z podświadomością jest powrotem do bólu, nie robi się tego po to, by w nim trwać. By krzywdę rozpamiętywać i odtwarzać ją wciąż na nowo. Nie po to, by móc sobie w końcu ulżyć i obarczyć kogoś za wszystkie nasze niepowodzenia. Zarzuty odnośnie naszych rodziców mają często bardzo mocno podstawy. Kiedy jednak dotyczą niechęci do przejęcia odpowiedzialności za siebie w wieku dorosłym, są bardziej odwracaniem uwagi od rzeczywistych przyczyn. Wtedy też następuje zatrzymanie się na etapie ofiary. Etap ofiary jest potrzebny, ale do pewnego momentu. Ja chciałam lęk odczarować i pokonać. Pragnęłam się wyzwolić, dlatego drążyłam dalej.

Lęk przed nieznanym, a lęk przed odrzuceniem

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że odrzucenie jest najgłębiej zakorzenionym lękiem ludzkości. Jest blokadą na życie i przyczyną powstania podświadomości, co poniekąd opisałam w ‚Lilith – niegodność ciała‚. Z odrzucenia wynika również lęk przed nieznanym, przed nieświadomością, która jest poniekąd synonimem materii i życia.
Człowiek nigdy nie może być pewny, co go czeka w przyszłości, dalszej, bądź bliższej. Może jedynie ufać, że sobie poradzi, z pomocą własnych umiejętności i z pomocą duchowego, bądź fizycznego wsparcia. Odrzucenie przez rodziców niszczy zaufanie. Niszczy poczucie bezpieczeństwa, które motywuje do działania i doświadczania życia. W zamian człowiek kieruje się w stronę przepowiedni, utartych schematów i religii, w których ma obiecane życie wieczne za poświęcenie szczęścia ziemskiego.

Boimy się więc jakiejkolwiek zmiany. Skąd mamy niby wiedzieć, że zostaniemy zaakceptowani w nowej pracy, że nasze zdolności będą wystarczające, że uda nam się osiągnąć sukces w nowym przedsięwzięciu? Nie możemy tego przewidzieć. Jedyne, co nam pozostaje to wiara, że nasze pragnienie zostanie zaspokojone. Tak, pragnienie! Bo cóż innego nami powoduje? Fakt, bardzo często do zmian zmusza nas samo życie. Jest to jednak najczęściej kopniak od losu, który ma nas zmotywować do wejścia w nieznane. Gdy jednak sami zaczynamy decydować o sobie i z wiarą penetrować nieświadomość, wtedy kopniaki nie są potrzebne. Wtedy powoduje nami pragnienie – działania i poznania, które napędza główne pragnienie tworzenia – pęd serca.

Jak pokonać lęk w praktyce, czyli jak zaufać

Podążenie za pragnieniem serca wymaga powrotu do korzeni, a więc powtórnego zaufania Wyższej Jaźni, która przyjmuje postać naszego rodzica. Dla mężczyzn jest to zwykle matka, a dla kobiet ojciec. Na początku należy więc otworzyć się na przekazy Wyższej Jaźni, które płyną do nas w snach i wizjach, a niekiedy w symbolach materialnych, w zdarzeniach ‚losowych’. Symbole pokazują nam wtedy wszystkie nasze wyparte cechy, wszystkie potencjały, a praca z nimi uczy stopniowego zaufania do siebie i wewnętrznego rodzica.

Poddanie się prowadzeniu Wyższej Jaźni nie przyszło mi łatwo. Długo walczyłam. Kojarzyłam je bowiem z przymusem i bezradnością oraz wypierałam z całych sił. Przy tym wszystkim nie dostrzegałam, że ulegałam cały czas – w walce o własne zdanie, o własną przestrzeń życiową, w walce o siebie. Byłam wręcz podręcznikowym przykładem działania cienia – wyparcie sprawia odwrócenie uwagi, ale nie ukróca działania. Paradoksalnie wypierałam również drugi biegun – dominację – z równie opłakanym skutkiem. Po wielu zatargach z moim duchowym przewodnikiem, po roku nieustannej walki postanowiłam mu zaufać, choć on już wcześniej bombardował mnie snami.

Pijany ojciec – senny symbol odcięcia od świadomości

Początkowo mój tato pojawiał się snach i wizjach pijany. Kłótliwy. Czułam lęk i tytułowe odrzucenie. Analizując sny w końcu zrozumiałam, że alkohol symbolizuje odcięcie od świadomości ojcowskiej we mnie. Nie ojciec – Wyższa Jaźń i potencjał mojego taty – odcinał się ode mnie, tylko ja od niego. Robiłam to przez brak zaufania do niego oraz do siebie. Brak zaufania oraz odcinanie się od emocji, które były związane z bolesnymi przeżyciami. Nie było więc innej rady. Musiałam wejść w poczucie krzywdy i odrzucenia, musiałam wypłakać ból. Raz, drugi, aż do skutku. Aż w końcu z emocji wydobyłam świadomość. Emocje są bowiem zawsze nośnikiem wiedzy. A ja zrozumiałam, że moja powierzchowna siła przykrywała wielką słabość. Że jestem ofiarą – pogardzaną, nic nie znaczącą, nic nie wartą. W moim odczuciu, oczywiście. Zeszłam na sam dół pogardy ku sobie i poddałam się całkowicie.

Życie straciło sens, gdy opadły wszystkie iluzje, w których upatrywałam siły i wartości. Ale nie zostałam sama. W snach przychodził do mnie ojciec i siłą wciskał mi na stopy czerwone buty – symbol walecznego poruszania się przez życie, parcia do przodu. W materii natomiast zaczęłam natykać się na zgrzyty, które wymuszały na mnie ostre reakcje. Nie mogłam się poddać, bo Przestrzeń zmuszała mnie do walki. Dzięki temu powoli wychodziłam z ciemnej dziury, w którą weszłam. Z powodu własnej niecierpliwości. Bo na wszystko jest czas i miejsce, a ja pędziłam. Rozbijałam iluzję, za iluzją mimo sennych ostrzeżeń. Aż dotarłam do tej, na której rozbicie nie byłam gotowa.

Orzeł, symbol duchowego ojca. J=Jak pokonać lęk przed odrzuceniem, czyli powrót taty w praktyce

Orzeł, senny symbol duchowego ojca

W tym procesie towarzyszył mi również orzeł. Pojawiał się za każdym razem gdy mój tato umierał we śnie. Gdy dokonywała się głęboka transformacja w widzeniu jego aspektu we mnie i w przejawianiu go na zewnątrz. Ostatnim razem pojawił się jako biały orzeł, który zleciał z nieba w odpowiedzi na moje cierpienie. Pokazał, że jest i czuwa. Że mnie nie opuścił. Każda transformacja bowiem przejawiała się u mnie jako głęboka podświadoma rozpacz, która wiązała się właśnie z lękiem przed odrzuceniem. Przez ojca duchowego i fizycznego. Bo skoro umierał, to znaczy, że odchodził. Choćby nawet tylko w dotychczasowej formie. Skąd miałam wiedzieć, czy powróci? Podświadomość rządzi powtarzalnością, a schemat odrzucenia przez ojca stanowił jej podstawę. Odczarowywałam go przez kolejne dwa lata, podążając za wskazówkami i ucząc się prawdy o sobie. Prawdy, która wielokroć okazała się bolesna. Pokazała moją niedojrzałość i brak cierpliwości w podążaniu do celu, co paradoksalnie uważałam za brak miłości duchowego ojca. Jak dziecko winiłam go za wszystkie porażki. Za to, że nie pomógł, nie wsparł, a więc odrzucił.

„Nie chciałam zrozumieć, że miłość bezwarunkowa nie polega na ratowaniu mnie przed każdym upadkiem. Przeciwnie! Miłość właśnie na te upadki pozwala i pomaga się podnieść. Jednocześnie chroni przed przepaściami, o ile sami na to pozwalamy.”

Nie chciałam zrozumieć, że miłość bezwarunkowa nie polega na ratowaniu mnie przed każdym upadkiem. Przeciwnie! Miłość właśnie na te upadki pozwala i pomaga się podnieść. Jednocześnie chroni przed przepaściami, o ile sami na to pozwalamy. W ten sposób dojrzewamy. Uczymy się odpowiedzialności za siebie, przy jednoczesnym zaufaniu do Przestrzeni. Do Wyższej Jaźni, która poda pomocną dłoń w potrzebie. Pomoże nam się podnieść, ale nie podniesie za nas. Tyczy się to zarówno ojca, jak i matki duchowej.

Powrót taty, czyli odwaga do obrony siebie

Praca z podświadomością, nauka symboli i odczytywanie sennych i wizyjnych przekazów miała swoje przedłużenie w materii. Każde zrozumienie trzeba bowiem sprawdzić w życiu. Jeżeli nie ma przełożenia na świat materialny, to po co nam one? Ćwiczyłam więc stawianie granic, a tym samym uczyłam się, że je posiadam. Tak, wiem, jak można nie wiedzieć, że się ma granice?…Można. Kiedy całe dzieciństwo i lata nastoletnie obfitują w przyswajanie sobie kulturowego i religijnego savoir vivre’u. Skąd miałam wiedzieć, że mogę powiedzieć NIE byciu chrzestną? Przecież w rodzinie tak się nie robi. Że mogę odmówić nadgodzin w pracy? Albo niekończących się przysług dla rodziny i znajomych? Skąd miałam wiedzieć, że tato ma być tatą, a nie niedojrzałym dorosłym, obwiniającym dziecko za własne niepowodzenia?! Przecież nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam. Sny niosły zrozumienie, ale to ja musiałam ruszyć do przodu i stawić czoła, temu co mnie blokowało.

„Czułam się jak najgorsza w świecie egoistka, gdy odmawiałam człowiekowi, który wykorzystywał moją wiedzę i czas do dorabiania się. Nie dostałam nic w zamian, a i tak miałam wrażenie, że to ja zachowałam się źle.”

Weszłam w to. Nie mogę napisać, że ufałam. Po prostu w to weszłam i z potężnymi wyrzutami sumienia mówiłam NIE. Czułam się jak najgorsza w świecie egoistka, gdy odmawiałam człowiekowi, który wykorzystywał moją wiedzę i czas do dorabiania się. Nie dostałam nic w zamian, a i tak miałam wrażenie, że to ja zachowałam się źle. Z pracy mnie nie zwolniono za niechęć do nadgodzin, ale przy każdej odmowie trzęsłam się jak osika. Borykałam się również z niechętną postawą współpracowników. Co osiągnęłam? Spokój i chyba niechętny szacunek…Chociaż, kto wie. Największa zmiana zaszła jednak w moim tacie. Zaczęłam domagać się od niego, by stał się w końcu moim ojcem. Dosłownie. Zadziałało. Powoli przestałam być wciągana w jego żale i niepowodzenia. W jego ambicje, które z czasem zaczęły być coraz zdrowsze. I wciąż ewoluują. Ba! Zaoferował mi nawet swoją pomoc, gdy postanowiłam zrezygnować z kariery architekta na rzecz…snów. Na rzecz prowadzenia innych, tak jak i ja byłam prowadzona i uczona.

Ojciec symbolem opieki i bezpieczeństwa


Podążając za pragnieniem musimy posiadać wiarę, że zdołamy je zaspokoić. Że się nie wypalimy i starczy nam energii. Wystarczy nam pędu do działania. Że nasza praca nie okaże się bezpodstawna i przyniesie owoce. Że w momentach zwątpienia przyjdzie natchnienie, a w przypadku potknięcia ktoś wyciągnie pomocną dłoń. Dla mnie bardzo ważne okazało się, że nie muszę się poświęcać, wykańczać w pracy ponad siły. Nie na tym polega życie, a już na pewno nie życie szczęśliwe.
Zrozumienie tego, a następnie wytrwałe wcielanie w czyn zmienia zapisy w naszej podświadomości. Na pozytywne. Doświadczanie opieki uczy zaufania, a tym samym zanika poczucie odrzucenia, które tworzy podświadomość. Lilith – świadomość ciała – przestaje walczyć i tworzyć blokady. Otwiera się na nieznane i pragnienie tworzenia, co jest podstawą pełnego życia.
Otwiera się również na pęd do działania, który jest cechą charakterystyczną energii męskiej oraz ducha ojca. Przedstawia go czakra korzenia, której prawidłowe działanie odpowiada właśnie za poczucie bezpieczeństwa, chęć do życia i działania.

Podczas gdy Lilith otwiera się na działanie, ego otwiera się na tworzenie i miłość, czyli na pragnienie serca, któremu odpowiada aspekt duchowej matki. Podczas gdy córki są symbolicznie przyporządkowane Lilith, synowie odpowiadają symbolowi ego. W destrukcyjnych relacja z matką tłamszony jest właśnie pęd do działania u synów, który później przejawia się jako agresja, bierna, bądź czynna. Jego akceptacja i ukierunkowanie są podstawą odwagi u synów.

Wewnętrzny ojciec (a także matka) daje opiekę i poczucie bezpieczeństwa. Uczy miłości i pozwala dojrzeć. Poznać siebie, co z kolei staje się podstawą do rozumienia świata i drugiego człowieka. Zmiany w nas wpływają na zmiany w naszym otoczeniu. W myśl zasady, że podświadomość wpływa na materię, a materia na podświadomość. W moim przypadku zmiany dotknęły również materialnego taty, który jest fizycznym odzwierciedleniem ojca duchowego. Nie jest to jednak regułą. Każdy człowiek posiada bowiem wolną wolę. Mój tato otworzył się na zmiany, za co jestem wdzięczna. Ale u każdego człowieka może to  przebiegać inaczej. Bardzo często zaufanie Wyższej Jaźni nie przekłada się na materialnego rodzica, choć uczy zrozumienia i wybaczenia wobec niego. Zdarza się jednak, że rodzonego rodzica zastępują inne dojrzałe jednostki, które służą nam radą i wsparciem. Są one wtedy przedłużeniem Wyższej Jaźni.

Ojciec wewnętrzny, a ojciec fizyczny

Aspekt ojca to przede wszystkim odwaga do działania i poczucie bezpieczeństwa, które odpowiadają ośrodkowi czakry korzenia. Odzwierciedla ona głównie ojca duchowego.  Każdy ojciec materialny posiada jeszcze główne cechy charakterystyczne dla niego. One również muszą zostać przejawione przez córkę. W ten sposób – rozpoznając cechy ojca w sobie oraz korzystając z nich  – dochodzimy do odczarowania lęku przed życiem. Adekwatnie syn powinien rozpoznać w sobie cechy matki i wyrazić je w zgodzie ze sobą, co stanie się początkiem nauki zaufania do Przestrzeni.
Mój tato okazał się dosłownym przedstawieniem atrybutu ducha ojca – pędu do działania i pomysłowości. Dodatkowo posiada zdolności artystyczne. Z powodu licznych porażek i braku poczucia bezpieczeństwa zablokowałam się na te cechy tak mocno, że dopiero bardzo emocjonalne i wyniszczające przeoranie podświadomości doprowadziło do puszczenia blokady. Znowu musiałam się poddać. Mimo wstydu uczyłam się wyrzucać z siebie każdy pomysł i emocję w rysunku i piśmie. Na początku były to zrywy, które miały na celu jedno – pozbycie się wewnętrznego nieopanowanego żaru. Z czasem zaczęłam ćwiczyć panowanie nad nimi. Efektem są długotrwałe i przemyślane kreacje, które wymagają cierpliwości.

Samodzielność i działanie – skutek zaufania do Wyższej Jaźni i do siebie

No więc jak pokonać lęk przed odrzuceniem? Ucząc się zaufania do Wyższej Jaźni, do Przestrzeni, którą u kobiet reprezentuje duchowy ojciec, a u mężczyzn duchowa matka. Zaufanie natomiast jest skutkiem pozytywnych doświadczeń. Te z kolei zdobywamy poprzez samodzielne działanie i wychodzenie życiu na przeciw. Poprzez szukanie zrozumienia i otwieranie się na nieświadomość. Na to co nowe i niepoznane. Gdy penetrujemy nieznane i doświadczamy wsparcia, zaczynamy ufać.
Lęk przed przed zmianami wynika bowiem z pierwotnego lęku przed odrzuceniem przez ojca i matkę. Odrzucenie to zatraca w nas poczucie bezpieczeństwa, które jest podstawą korzystania z życia i kierowania się pragnieniem serca.

Niedawno we śnie przyszedł do mnie tato. A raczej jego bliźniak. Wcześniej mieszkał w blaszaku i towarzyszyła mu nazwa ‚kupa gówna’. Teraz zniknęła, a on wiedział, że już może odejść. Przyszedł się pożegnać. Początkowo zwyczajowo poczułam rozpacz, ale szybko się uspokoiłam. Wiedziałam, że powróci w razie potrzeby. Na odchodnym powiedział, że będzie się ze mną kontaktował. Obiecałam, że będę nasłuchiwać…
Sen pokazał, że ufam – w jednym ważnym obszarze. Ufam w materii i na poziomie podświadomym. Że jestem gotowa do samodzielnego działania i działam, choć nie bezbłędnie.