Jak sobie pomóc

Jak sobie pomóc skutecznie i trwale, czyli na czym polega dojrzewanie.

Jak sobie pomóc? Świadomie nie pytam, jak ktoś może pomóc. Wychodzę bowiem z założenia, że tylko my sami jesteśmy w stanie udzielić sobie pomocy. Nikt inny nie zna nas lepiej niż osoba patrząca na nas z lustra. A przynajmniej tak być powinno. Poznanie siebie jest kluczem do samopomocy. Jest kluczem do życia, które nie polega na stagnacji i wiecznym oczekiwaniu na lepsze czasy. Na pomocną dłoń królewicza z bajki, albo wrednej wiedźmy, która swym apetytem na Jasia i Małgosię zmotywuje nas do walki o swoje. O ile w ogóle uda jej się nas zmotywować. Życie to działanie w związku małżeńskim z odpoczynkiem, praca i relaks, odpowiedzialność i odpuszczenie. Równowaga, u której podstaw leży zawsze wiedza o sobie. O tym, czego pragniemy, jak wiele potrafimy udźwignąć, jakie posiadamy zdolności i jak powinniśmy je rozwijać.

Jak więc sobie pomóc? Przede wszystkim POZNAJ SIEBIE!

Poznanie siebie jest fundamentem całego dalszego procesu, zwanego życiem. Bez tego wciąż na nowo wkraczamy w pułapki manipulacji własnego umysłu i dajemy się wodzić za nos iluzjom, które tylko pozornie nasycają pragnienie. W rzeczywistości zaś są niczym puste kalorie. Sprawiają krótkotrwałą przyjemność, uzależniając i nadymając bez solidnej dawki energii. Wzmagają głód, odczuwany jako wewnętrzna pustka. Poszukując nasycenia wpadamy w swoisty diabelski młyn.
Nie wiemy bowiem, czego chcemy, co sprawia, że czujemy się szczęśliwi. Próbujemy wszystkiego i najlepiej na raz, co kończy się zwykle wypaleniem i rosnącym bezsensem. Pozwalamy, by decydowano za nas, w nadziei, że ktoś wie lepiej. Że ktoś doświadczył za nas i oszczędzi nam trudu i cierpienia. Że zdołamy szybko i skutecznie sięgnąć po szczęście bez konieczności zrozumienia siebie. Bez konieczności wysiłku, który wiąże się z cierpliwością, uwagą i odpowiedzialnością. Który wiąże się także z rozczarowaniem.

Na opiekunów wybieramy partnerów, autorytety, kulturę, religię, bądź wartości, z którymi próbujemy utożsamić się na siłę. Boimy się zaufać sobie oraz Przestrzeni, bo wcześniejsze doświadczenia naznaczone zostały rozczarowaniem. Wolimy zaufać komuś – ekspertowi, który przecież wie lepiej, posiada wiedzę i rozsądek, których nam brak. I za każdym razem, gdy nie czujemy się nasyceni, obwiniamy go za nasze niepowodzenie. Zrzucamy z siebie winę, a wraz z nią odpowiedzialność za siebie oraz własną moc, której poszukujemy następnie w zewnętrznych czynnikach magicznych. Nieświadomie, ale wciąż uciekamy przed poznaniem siebie. Przed rozczarowaniem. To własnie w nim kryje się pełnia. Jak bowiem ktoś z zewnątrz może spełnić nasze pragnienia, jeżeli my sami nie wiemy, czego pragniemy? Kiedy nie wiemy, co sprawia nam przyjemność, ani co jest dobre dla naszego ciała i psychiki? Kiedy nie jesteśmy w stanie nazwać tego, co nas rani i wywołuje niepożądane reakcje. Ba! Najczęściej nawet nie wiemy, dlaczego pewne reakcje są niepożądane. Jesteśmy jak oślepione i ogłuchłe dzieci, które muszą być przez całe życie prowadzone za rączkę przez jakiś zewnętrzny system. Zachowujemy się jak banda niewolników, która daje się wykorzystywać i czeka wciąż na decyzje pana.

POKOCHAJ SIEBIE! A więc poświęć sobie w końcu trochę uwagi! Skup się na sobie…

bo właśnie skupianie uwagi na sobie jest formą miłości. Ba! Uwaga to miłość, a my szafujemy nią na prawo i lewo, przeświadczeni o tym, że warto kochać innych. Siebie już nie, bo to pycha, samolubstwo i na pewno jakaś forma narcyzmu, za którą zostaniemy ukarani. Wolimy więc sami zadać sobie karę i uciec uwagą od tej bezwartościowej istoty, którą widzimy co rano w lustrze. Bezwartościowej tym bardziej, że nikogo nie interesuje. Nas samych też nie, a przecież cały świat pokazuje nam, że zainteresowanie jest miarą sukcesu. Im więcej polubień na Facebooku, im więcej subskrypcji na Youtubie, czy też komentarzy pod filmem, tym więcej wartości się pod tym kryje. Podobno, bo przecież pokazywanie siebie w całej prawdzie uchodzi raczej za nudne. Trzeba wciąż wzbudzać hiperbolę emocji, by utrzymać czyjąś uwagę. Trzeba też ciągle karmić innych swoją uwagą, co również wiąże się z trudem.

Gdy kogoś kochamy, poświęcamy mu czas i energię. Staramy się wniknąć w jego myśli i pragnienia, by sprawić mu radość jakąś niespodzianką. Staramy się wysłuchać, pocieszyć oraz wesprzeć dobrą radą i pomocną dłonią. Gdy część tej uwagi skierujmy na siebie, wejdziemy na drogę do poznania, które niezmiennie łączy się z miłością, a miłość wbrew obiegowym opiniom nie jest ognistym romansem, opartym na hiperboli uczuć. Jest za to szacunkiem, którego uczymy się do siebie, a następnie do innych. Jest akceptacją siebie – zalet i wad, piękna i brzydoty – i ludzi, którzy często stają się dla nas lustrami. Akceptacji tej uczymy się, odkrywając siebie. Uczymy się szacunku do siebie poprzez poznawanie możliwości i ograniczeń własnego umysłu i ciała. Uczymy się miłości ćwicząc kierowanie uwagi na odczucia płynące z ciała oraz na myśli, które tłoczą się w naszych głowach. W nich bowiem często znajdują się impulsy natchnienia, przekazy podświadomości oraz Wyższej Jaźni. W końcu zaczynamy łączyć odczucia z myślami, znajdujemy wspólny język między umysłem i ciałem. Zaczynamy rozumieć siebie.

STAWIAJ GRANICE – sobie i innym. One także pokażą Ci, jak sobie pomóc.

Pozytywne skupienie się na sobie nie jest chorym zapatrzeniem się we własne zachcianki. W zachcianki, które spełniamy kosztem innych osób. Jest pozytywną formą egoizmu, która pozwala na stawienie oporu wyzyskowi. Wyzyskiem jest każda forma naruszenia naszych granic, od wymagania bezpłatnych nadgodzin po zabawę naszym kosztem w formie dokuczających nam żartów. Wbrew przyjętym zachowaniom, nie musimy się godzić na nic, co jest formą nadużycia. Ba! Mamy prawo i obowiązek postawić granicę. Obowiązek wynika również z poszanowania drugiej osoby, która może być nieświadoma tego, że w jakiś sposób w nas godzi. Asertywność oraz otwarte mówienie o tym, co nam nie odpowiada są podstawą późniejszego zdrowego dialogu międzyludzkiego. Trzeba jednak wiedzieć, co nam nie odpowiada. Tutaj przydaje się więc praktyka uważności. Nie obejdzie się jednak bez świadomego obalania schematów i przezwyciężania lęków, jak choćby lęku przed oskarżeniem o histerię i dramatyzowanie.

Stawianie granic wiąże się bowiem z ich jednoczesnym przekraczaniem. Za każdym razem, gdy zapragniemy wznieść przed kimś lub przed czymś mur, musimy do niego wyjść, by go zbudować. Tym samym burzymy wewnętrzny mur ograniczeń. Za każdym razem zaś, gdy wznosimy wewnętrzną ścianę, burzymy zewnętrzne ograniczenie.

Wyzysk nie nadchodzi bowiem tylko z zewnątrz. Równie często my samy wykorzystujemy nadmiernie własne zasoby energetyczne. Szafujemy nimi gloryfikując pracę ponad siły. Biorąc udział w ciągłej gonitwie za pieniędzmi, które później wydajemy na utracone zdrowie. W końcu pozbywamy się nadmiernie energii, gdy uparcie trwamy przy zadaniach, które nie są dla nas odpowiednie. Przy pracy, która sprawia nam psychiczny ból, ale odpowiada wymogom ego, rodziny oraz kultury. Niszczymy siebie zawsze, gdy najzwyczajniej w świecie o siebie nie dbamy. Granice musimy więc postawić także sobie, ukrócając dawki niezdrowego jedzenia, nadmiernej pracy, alkoholu, czy innej substancji, albo czynności, która ma działanie destrukcyjne. Stawiamy granice własnym popędom, ucząc się panowania nad nimi. Nadajemy im odpowiedni kierunek, wychodząc do świata i burząc mury, za którymi staraliśmy się uwięzić niekontrolowane żywioły. Agresję zmieniamy w działanie, a pragnienie w cierpliwą kreację.

ŚNIJ I / ALBO CZYTAJ ZNAKI! Jak sobie pomóc uczymy się bowiem także poprzez sny i symbole Przestrzeni. Sny są językiem podświadomości, a podświadomość to zapis wszystkich doświadczeń ludzkości.

W artykule „Podświadomość – pamięć istnienia (i) bólu” zawarłam dość obszerną wiedzę na temat działania sfery podświadomej człowieka i jej ścisłych powiązań z obszarem sennym. Sny, jako język podświadomości przekazują nam bowiem wiedzę o tym, czego o siebie nie wiemy i wiedzieć nie chcemy. O tym, co z siebie wyparliśmy, przystosowując się do schematów kulturowych, religijnych i środowiskowych. Żeby tylko uciec od wstydu i zyskać aprobatę otoczenia. Albo odwrotnie: by zwrócić na siebie uwagę. Wyparcia natomiast tworzą naszą podświadomość – indywidualną oraz zbiorową. Poznanie siebie polega więc na ujawnieniu tego, co zostało zapomniane i oczyszczeniu tego, co niezrozumiałe. Większość naszych przeżyć opiera się bowiem na schemacie kary i nagrody, który wyklucza odpowiedzialność za siebie i własne czyny. Oczekując za nasze postępowanie wynagrodzenia i obawiając się potępienia i rozczarowania, nie pozwalamy sobie na zgłębienie pewnych obszarów życia. Nie pozwalamy sobie nad doświadczanie oraz na odkrywanie siebie.

Schemat kary i nagrody jest wynikiem ucieczki od odpowiedzialności za siebie. Odpowiedzialność ta jest bowiem trudna, albo wydaje się taką być przy braku odpowiedniego zrozumienia. Przy braku zrozumienia, że nie jesteśmy sami. Przestrzeń nie zostawia nas bez wsparcia i opieki, tak jak rodzice nie zostawiają swoich dorosłych dzieci. Służą im wsparciem, ale nie podejmują za nich decyzji. Również za nich nie działają, a przynajmniej nie powinni. Odrzucenie natomiast wiąże się z dojrzewaniem, z pozwoleniem na znalezienie własnej drogi i wykształceniem indywidualnej osobowości. Do tej wiedzy prowadzą sny oraz symbole w materii, o ile potrafimy je prawidłowo zinterpretować. Analiza senna, a także ogólnie symboliczna jest bowiem odczytaniem głębokich warstw podświadomości oraz przekazów Wyższej Jaźni. Aby tego dokonać potrzebna jest praktyka uważności, która pozwala dostrzec powiązania między snami, a materią. Pozwala dostrzec schematy, rozpoznać emocje i zrozumienie w nich zawarte. Sny uczą więc skupienia uwagi na sobie i na otoczeniu, bo tylko tak można poznać i pokochać siebie.

ZAINWESTUJ W SIEBIE! Nie unikaj TRUDU, który poprzez doświadczenie podpowie, jak sobie pomóc.

Trud kojarzy nam się zwykle z niechętnym wysiłkiem, zarówno umysłowym jak i fizycznym. Trudem bywa sama cierpliwość, a więc czas potrzebny do nauki i doświadczenia. Czas potrzebny do nasycenia się życiem, które samo staje się nieznośnym trudem. Dlatego od niego uciekamy. Od życia, które pragniemy pokochać i poczuć pełną piersią. Dokonać tego można w jeden sposób – przez zmianę podejścia do trudu, który powinien stać się inwestycją. Cierpliwość bowiem powinna się odnosić nie tylko do zjawisk zewnętrznych, ale również do siebie. Skupianie uwagi, a zatem praktyka uważności także opiera się na cierpliwości. Nie zdołamy bowiem nauczyć się wszystkiego w ciągu szkolenia, czytania książki, czy słuchania nauczycieli. Uczymy się poprzez praktykę, na własnych błędach, zderzając teorię z materią. To natomiast zawsze wymaga czasu, a czas polega na ćwiczeniu się w cierpliwości. Niekiedy na mozolnym pokonywaniu problemów. Inwestuj więc, poświęcając sobie czas. Posłuchaj swoich myśli, poczuj emocje i nie lekceważ ich.

Pobądź z sobą i dla siebie, choć z początku wyda Ci się to ponad Twoje siły. Rób małe kroki i staraj się o względną systematyczność.
Podnoś się po upadkach i nie wymyślaj sobie za nie.

Pozwól sobie na błędy i powtórzenia.
Bój się, bo to zdrowe, ale lęk przemieniaj w odwagę.

Przyjmij pomoc i proś o nią, ale nie wysługuj się innymi.
Bądź ze sobą szczery i daj sobie czas na zrozumienie siebie i technik, które do tego zrozumienia wiodą.

Zanim doszło u mnie do swoistego otworzenia się na symbolikę, najpierw przez rok czasu pilnie studiowałam sny – własne oraz innych. Przekopywałam się przez setki tłumaczeń i opisów, radziłam się bardziej doświadczonych i wyczulonych na podszepty intuicji. Wcześniej nawet nie za bardzo wierzyłam w intuicję jako taką, ale wciąż dokuczały mi dziwne doznania w okolicy czakry trzeciego oka. I w końcu doszło u mnie do przełomu. Obudziłam pewnego poranka i czytając sny innych, WIEDZIAŁAM, jak je zinterpretować. Po prostu wiedziałam. Kolejne lata poświeciłam na doskonalenie umiejętności, co wiązało się także z odkrywaniem coraz to głębszych pokładów podświadomości indywidualnej i zbiorowej. W końcu opracowałam indywidualny klucz interpretacyjny, oparty na relacji Nieświadomość – Materia. Całość kosztowała mnie kilka lat dość intensywnej pracy – nad znaczeniem symboli oraz nad sobą, bo z tym właśnie wiąże się praca ze snami. Zainwestowałam swój czas i energię, czego owocem jest wiedza, którą dzielę się na stronie Kierunku. Poznawanie świata symboli stało się moją pasją.

Jak chcesz sobie pomóc, gdy okradasz siebie? Unikając trudu, pozbawiasz się doświadczenia. Doświadczenie to droga do poznania.

W naszej kulturze panuje pogląd, że kupując coś tanio, zyskujemy. Błąd. Zwykle taniość wiąże się nie tylko z wyzyskiem biedniejszych grup społecznych i zasobów naturalnych oraz zanieczyszczeniem. Taniość to także gorsza jakość i dużo szybsze zużycie materiału, co generuje dodatkowe koszta. Podobnie wygląda sytuacja, gdy odniesiemy ją do siebie. Jeżeli po swoje zrozumienie sięgamy jak najtańszym kosztem, nie tylko nic nie zyskujemy, ale wręcz tracimy. Zrozumienie potrafi być niczym woda, która nasyca pragnienie pita powolnymi łykami. Bez pośpiechu i przy skupieniu uwagi. Wypita na raz mało nawadnia i zostaje szybko wydalona. Człowiekowi może być więc przekazana ogromna wiedza, ale dopóki nie poświęci jej czasu i nie przetrawi jej własnym doświadczeniem, będzie ona zbędna. Zamiast nasycić, namiesza i wypłucze życiodajne pierwiastki z ciała. Poświęcony czas można skrócić poprzez skorzystanie z pomocy osoby doświadczonej. Jest to pomoc zwykle płatna, co przestaje dziwić, gdy przyjrzymy się temu od strony ekonomicznej. W końcu wiedza i doświadczenie jest towarem wymiennym. Albo szukamy jej sami, ucząc się niekiedy przez lata na własnych błędach, albo korzystamy z doświadczeń innych, co pomaga uniknąć niektórych pomyłek i efektywniej zagospodarować czas.

Wielu ludzi jednak traktuje pomoc sobie jak poszukiwanie marketowych wyprzedaży. Jak najszybciej i jak najniższym kosztem chcą uzyskać jak najwięcej. Marzą o polepszeniu życia, o zaprzestaniu byciu ofiarą, bądź też o postawieniu granicy wyzyskowi w pracy. W efekcie jednak sami wykorzystują, choć najczęściej nieświadomie. Pragną, by ktoś poświęcił im uwagę, ale bez poświęcenia jej samym sobie. Proszą o szybkie porady, bo to przecież nic takiego – jedno zdanie na zadane pytanie. Nie zdają sobie sprawy, że porada zawarta w jednym zdaniu nie uwzględnia całego spektrum ich zagadnienia. Może służyć jedynie nadaniu ogólnego kierunku do dalszej pracy osobistej. Niektórzy natomiast uważają czyjąś pomoc za fakt oczywisty i nie uwzględniają faktów ekonomicznych, gdy chodzi o porady oraz osobiste zwierzenia. Nie potrafią, bądź nie chcą dostrzec wartości czyjejś pracy w tym dość niepozornym obszarze. Bo przecież wysłuchanie kogoś, pomoc w analizie i zrozumieniu emocji, a także wskazanie kierunku samodzielnego działania nie powinno mieć innej wartości niż wdzięczność. Takie podejście najdoskonalej pokazuje również podejście do własnej osoby. Jeżeli czyjaś pomoc nie ma dla nas wartości, to nie warto po nią sięgać. Korzystanie z zasobów bezwartościowej, bądź wyłudzonej wiedzy mówi nam już na wstępie, że to nieważne, a więc nie wymaga skupienia. Nie wymaga naszego czasu. Jest to potężna informacja dla naszej podświadomości.

Jak jeszcze możesz sobie pomóc? CZUJ SERCEM, ALE MYŚL GŁOWĄ.

Trud potrafi być pojęciem względnym. Może stać się naszą pasją, albo przekleństwem. Wszystko bowiem co robimy bez pragnienia, będzie nam ciążyć. Będzie się dłużyć i przedłużać, a my odliczając godziny, dni, miesiące i lata, oczekiwać będziemy na śmierć, która wybawi nas od żmudnego życia. Dlatego tak ważne jest określenie własnego powołania, bądź też drogi, która sprawi nam radość. Dlatego tak ważne jest poznanie siebie. Wiedza o sobie bowiem daje nam możliwość rozpoznania pragnienia serca – KIERUNKU. Trud w obliczu pragnienia maleje, by w końcu stać się pasją, albo do niej doprowadzi. Samo serce jednak nie wystarczy. Ono wprawdzie mówi nam czego, pragniemy, ale jak to osiągnąć może powiedzieć nam tylko świadomość. Również jeżeli chodzi o samopoznanie. Nie musimy bowiem imać się każdego trudu, wchodzić w każde doświadczenie i próbować każdej techniki rozwojowej. Starajmy się wyczuć sercem, czy coś jest zgodne z nami, ale nie zapominajmy o rozsądku. On pomoże nam odjeść od technik, które nam nie służą. Pomoże zminimalizować straty wynikające z obalenia kolejnej iluzji.