Kobiety z rodu Ewy czyli dominacja energii zenskiej

Kobiety z rodu Ewy, czyli dominacja energii żeńskiej

Przekonanie o bezradności i bezbronności kobiecej części populacji powtarzane jest od tak wielu pokoleń, że stało się częścią kultury każdego kontynentu na Ziemi. Winą obarczona została kultura patriarchalna. Nawet teraz, kiedy wiedza o potędze Podświadomości jest ogólnie dostępna, wina wciąż przypisywana jest patriarchatowi, a co za tym idzie, również mężczyznom. Świat został podzielony na katów i ofiary, wypierając podstawową wiedzę o podświadomych nurtach. Granice bowiem są płynne i przy zachwianej równowadze, kat staje się ofiarą, a ofiara katem. Podświadomość rośnie w siłę i w końcu przejmuje władzę nad Świadomością. Energia męska, którą błędnie przypisano przede wszystkim mężczyznom, ustępuje energii żeńskiej w jej najbardziej negatywnym wydaniu. Świadomy i przez wszystkich dostrzegany patriarchat jest więc tak naprawdę zdominowany przez Podświadomość, która z kolei przypisana jest energii żeńskiej – wypieranej, a przez to niszczącej i demonicznej.

Świat okazał się najdoskonalszym lustrem Podświadomości. Sztuczny podziała na energie, zrównał energię żeńską z kobiecością, a kobiety zostały odsunięte od jakiejkolwiek władzy. W wielu przypadkach natomiast same ochoczo odeszły w obszar wyparcia. Same, ponieważ zrzeczenie się odpowiedzialności za siebie miało uchronić je przed samotnością oraz przed trudem życia. Dziecięca delikatność i bezradność wzbudza bowiem odruch instynktownej opieki. Skłania do poświecenia uwagi i pomocy. Każda istota jednak kiedyś dorasta. Wieczne dzieci natomiast traktowane są bez należytej powagi i pozbawiona są praw osób dojrzałych. Przymus sprawowania nad nimi opieki staje się w końcu katorgą i prowadzi do agresji, albo ucieczki. Odpowiedzią stała się manipulacja, również własnego umysłu, dzięki czemu można odciąć się od winy za samotność, która i tak w końcu nadchodzi. A wraz z nią trud życia. Poniższa opowieść przedstawia dzieje trzech pokoleń rodu, w którym lęk przed mocą energii żeńskiej zaważył na losach kobiet i mężczyzn.

Serce i głowa rodu 

Kobiety z rodu Ewy, Serce i glowa roduKobieta była bardzo zmęczona życiem. Na taką też wyglądała. jej ponad 80 lat było naznaczone bólem i ciężka pracą, od której zawsze próbowała uciec. Oczywiście potajemnie, bo przecież praca przynosiła szacunek i zainteresowanie. Im bardziej uchodziła za spracowaną, tym więcej współczucia zyskiwała. Tym więcej uwagi, której kobieta pragnęła bardziej niż czegokolwiek na świecie. Uwagi, której zabrakło jej podczas biednych lat dzieciństwa, pełnych wojny i szorstkości rodzicielskiej. 

Nie kochała matki. Nawet po tylu latach czuła do niej żal. Za to, że ją wciąż biła i uważała za kolejną gębę do wykarmienia. Jej starsi bracia mogli przynajmniej pomóc w gospodarstwie, a ona była zwykłym darmozjadem. Nikt nie potrzebował kolejnej słabej dziewuchy. Jak już się jednak jakaś pojawiła, to stawała się kozłem ofiarnym i ‚chłopcem’ do bicia, do wyładowania frustracji. Tak przynajmniej traktowała ją matka. Ojca za to wspominała z czułością. Rzadko bywał w domu, bo ciężko pracował, a wcześniej jeszcze walczył na wojnie. Odważny i pracowity. Bardzo chciała w to wierzyć, bo przecież zajmowała się nią głównie matka, która jej zdaniem nie dopuszczała do niej ukochanego taty. Ojciec też ją bił, nawet mocniej od mamy, ale nie tak często. Potrafił także obdarzyć czułym słowem, kiedy już zwrócił na nią swoją uwagę. 

Głód uwagi i miłości

Bardzo szybko wyszła za mąż, ale w tamtych czasach było to normalne. A ona chciała uciec od biedy i pracy ponad siły. Mogła być dziewczyną, ale nie zwalniało jej to z obowiązków, w których musiała odciążyć, a niekiedy nawet wyręczyć matkę. Chwyciła się więc pierwszej lepszej okazji i wyszła za mąż. W wieku 18 lat urodziła pierwsze dziecko. Tak przecież być powinno. Kobieta była od rodzenia dzieci, dbania o dom i usługiwania mężowi oraz innym mężczyznom, którzy zawitali w progi domostwa. Był to jedyny sposób na zapewnienie sobie uznania społeczeństwa i wdzięczności męża, którego atencji pragnęła wtedy ponad wszystko. Chciała, by spełnił jej marzenia, by życie w końcu stało się lekkie i zabawne. Mogła mu usługiwać w domu, byle tylko nie harować codziennie w polu, w zasięgu jadu własnej matki. Choć do usługiwania też nie była stworzona.

Uciekła od jadu, ale trafiła na pięści. Mąż okazał się zwykłym pijakiem, wylewającym własne niezadowolenie i niepowodzenie na żonie i dzieciach. Ona natomiast nie pozwoliła mu zapomnieć o braku skuteczności. Wypominała, ujadała bez ustanku. Aż dostawała w przysłowiową mordę. A dzieci przybywało, głównie córek, które traktowała jak kule u nogi. Albo zagrożenie. Chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Wypierała zazdrość, jak tylko mogła. Bo przecież te małe istoty zabierały tyle uwagi, której pragnęła ona sama! Ale miały jedną zaletę – mogły odciążyć ją w pracy, tak jak ona kiedyś odciążała własną matkę. Skrzętnie więc wykorzystywała je do sprzątania domu, do gotowania i zajmowania się młodszym rodzeństwem. Ledwie podrosły, stały się gospodyniami i oporządzały ojca i braci. Panom pracować w domu nie wypadało, a sami synowie byli oczkami w oczach mamy. Jeżeli kiedykolwiek kogoś kochała, to właśnie ich. A może bardziej kochała ich uwielbienie, którego nie dostała od męża? I które zabrała jej matka nie dopuszczając jej do ojca?

Synowie, którzy mieli zapełnić pustkę

Synowie byli z jednej strony tym czego zawsze pragnęła. Byli uwagą całkowicie skierowaną na nią, przynajmniej w najmłodszych latach. Stanowili również jej moc sprawczą. Bo przecież kobietom nie wypadało działać. Urzeczywistniać marzenie mógł i powinien tylko mężczyzna. Ba! Ona przecież bała się porażki. I odrzucenia. I pracy, którą musiałaby włożyć w jakieś przedsięwzięcie. Wygodniej było jej więc oddawać pałeczkę innym i kultywować tradycję. Kobieta chciała się bawić, nie pracować! Oczywiście w życiu by się do tego nie przyznała. Wyparła wszystko na samo dno podświadomości. Wszelkie imprezy były podyktowane możliwością zarobku. Bo jakkolwiek by nie uciekała od wysiłku, on ją znajdował. Została zmuszona do utrzymania siebie i wielodzietnej rodziny. Mąż rzadko coś przynosił do domu. Częściej korzystał z jej zarobków, bo własne wydawał na alkohol. I inne kobiety, których szczerze nienawidziła.

Pozostali więc synowie, jej chluba i duma oraz zabezpieczenie na przyszłość. O ile o nich odpowiednio zadba i nie pozwoli na odejście. Musiała więc roztoczyć nad nimi parasol ochronny, pełny tłamszącej miłości i poczucia winy. Musiała również obrzydzić im inne kobiety, by nie zdołały ich wykraść z matczynej władzy. Wyrzuty sumienia okazały się bardzo pomocne w sprawowaniu kontroli. Gdyby ktoś zajrzał do jej wnętrza, ujrzałby to, czego ona sama widzieć nie chciała. Czuła bowiem do nich również głęboki żal i nienawiść, bo choć sama działać nie chciała, zazdrościła działania synom, ich wolności. Lękała się ich dążeń do samodzielności. Niezależność była chyba jej marzeniem, dalekim i zatraconym w przymusie utrzymania całej rodziny. I w pragnieniu, które kazało jej wciąż szukać uwagi i żebrać o miłość. Zazdrościła więc synom, że nie pragną tak jak ona. Że są wolni, jak ona nigdy być nie mogła. Ze wszystkich sił starała się ich przy sobie zatrzymać, wychwalając pod niebiosa, co miało świadczyć o ogromnej miłości i trzymać z daleka od motłochu, w tym motłochu żeńskiego. W między czasie kaleczyła okrutnym słowem, niszcząc zdrowe przekonanie o własnej wartości. Synowie byli jednocześnie cudami i bydłem, które nie potrafi i w takim razie nie powinno samodzielnie myśleć i wyrywać się do działania.

Poszukiwania lekkiego życia

Matka, która wszystko wie najlepiej, choć tak naprawdę sama niewiele wie, potrafi uprzykrzyć życie. Zwłaszcza gdy oczekuje ciągłego uwielbienia i blokuje wszelkie próby usamodzielnienia się.  Najwygodniejszą ucieczką wydają się być alkohol i inne używki, a więc ucieczka w bezmyślność. Bezmyślności często towarzyszy wyrachowanie, oczywiście nieświadome. Gdy człowiekowi od dzieciństwa wpajane są przekonania o jego wyższości i braku jakichkolwiek powinności, człowiek ten uczy się brać. Nie wie nic natomiast o dawaniu i dzieleniu się, chyba że chodzi o oddawanie uwielbienia najważniejszej kobiecie na świecie. Dodatkowo w serca wkrada się nuda. Wszystko wydaje się nieciekawe, albo wymagające zbyt wielkiego wysiłku, w którego składzie przeważa często sama cierpliwość. Synowie nawykli do łatwego życia i szybko spełnianych zachcianek. Głównie przez siostry, które zostały wychowane do usługiwania im oraz samej matce. 

Pierwszy syn zapragnął jeszcze lepszego życia. Nie narzekał wprawdzie na większe braki w domu, ale chciał doświadczyć dostatku i zbytku. Matka scedowała wszystkie obowiązki wychowawczo-domowe na córki, ale poza domem ciężko pracowała. Była prostą kobietą, ale ze smykałką do handlowania, do czego również zatrudniała córki. Chodziła po domach i wzbudzając w ludziach litość, osiągała dość wysokie wyniki sprzedaży. Była obrotna, choć stroniła od większej inteligencji, również tej emocjonalnej. Jej posiadanie bowiem nie pozwoliłoby jej na wiarę w iluzje, które utkała na swój temat. Syn natomiast handlować nie chciał. Nie potrafił i nie miał zamiaru mieszać się z motłochem. Chciał pracować łatwo i mało oraz czerpać z tego duże zyski. Głowę miał nabitą przejaskrawioną wizją samego siebie, w czym utwierdzała go matka. Był spadkobiercą wielkich ambicji swej rodzicielki, którym jednak nie potrafił sprostać. Nie był bowiem nauczony ani samodzielności, ani jakiejkolwiek pracy i wytrwałości, która jest potrzebna do osiągania celów. Próbując zatrzymać przy sobie syna, matka ograbiła go z podstawowych umiejętności, za których brak jednak obwiniała później samego syna. I córki.

Choroba wywołana wypartą nienawiścią

Pierwszy syn poszukał lekkiego życia w sposób dla niego najbardziej dostępny. Poślubił kobietę, która swoją pracą mogła go utrzymać. W zamian oczekiwała uwielbienia. Do niego mężczyzna nie był jednak już zdolny. Nauczony został skupiać się na sobie i nawet uwielbienie dla matki miało u niego charakter manipulacyjny. Poza tym ciągła animozja między żoną, a matką była dla niego dość wygodna.
Drugi syn okazała się być bardziej uczuciowy i tym samym bardziej podatny na odczucia płynące z ciała, które zaczął traktować jak więzienie. Kojarzyło mu się z matką. Nie mógł od niego uciec, choć bardzo chciał. Ulgę przynosił alkohol, a później narkotyki, które uciszały ujadające głosy wściekłości w jego głowie. Pomagały też odciąć się od pragnienia mordu, które rozpierało mu pierś, wciąż szukając ujścia. Pragnienie było tak potężne, że uciekał od niego z całych sił. A im bardziej uciekał, tym więcej głosów w głowie domagało się uwagi. Żądały mordu i kusiły ulgą oraz wolnością. Ale za jaką cenę?!  Chciały unicestwienia matki i sióstr, ale przede wszystkim matki.

Drugi syn kochał i siostry, i matkę. Był z nimi zżyty. Jednocześnie odczuwał do nich głęboką nienawiść, której zaprzeczał tak uparcie, że nękała go pod postacią nasilających się głosów. Uznano go w końcu za chorego. Umysłowo, o czym najgłośniej informowała matka. Choroba syna stała się bowiem kolejną okazją do wzbudzenia uwagi i współczucia, a pazerność kobiety na te dobra wraz z wiekiem rosła. Stawała się coraz bardziej widoczna, tak jakby wypierane przez nią pragnienie miłości i zainteresowania powoli przejmowało nad nią kontrolę. I w końcu przejęło, co najbardziej odbiło się na drugim synu.

Śmierć, która staje się wyzwoleniem

Podobnie do pierwszego syna, drugi również był uczony skupienia na sobie i na własnych zachciankach. Ewentualnie na zachciankach matki, gdy córek nie było w pobliżu. Jednocześnie wrodzona empatia nie pozwoliła mu całkowicie popaść w wyrachowanie. Pozwoliła mu na to choroba i nieustanna walka z nienawiścią. Z nienawiścią wciąż rosnącą mimo leków, które otumaniały go skutecznie przez większą część dnia. Nie można się było jednak spodziewać wyzdrowienia, gdy przyszło mu na powrót zamieszkać u matki podczas choroby. 
Początkowo rodzicielka była wniebowzięta. Miała przy sobie ukochanego synka, który koił jej samotność i stanowił jednoosobową publiczność jej chwały, pokory, niespotykanej dobroci i sprytu. Z czasem jednak zauważyła, że odwiedzający go przyjaciele w ogóle nie skupiają się na niej, tylko na nim. Dodatkowo zabierają jej uwagę syna. 


Miał zgadywać jej zachcianki, ale nie potrafił. Jak był cicho, zarzucała mu brak miłości. Jak się odzywał, krzyczała, że jest zarozumiały i się nie zna. Żadna praca nie była go godna, ale jak nie pracował, to stawał się darmozjadem. 

Zazdrość o własnego syna rozbuchała i tak już pazerne pragnie matki. To ona była chora, nie on! – krzyczała nie raz w rozszalałym zapamiętaniu i jak na osobę chorą przystało, odmawiała poruszania się o własnych siłach. Syn stał się zatem chłopcem na posyłki. Nienauczony gotowania i sprzątania mógł jednak w tej dziedzinie odpocząć. I tym razem wyręczyły go siostry. Go i obłożnie chorą matkę, która przez całe życie chętnie wysługiwała się nimi, oczekując od nich wdzięczności za jej niesamowitą dobroć i wzorowe wychowanie. Podczas gdy syn walczył z nienawiścią, matka uparcie wypierała własne przewinienia, pragnienia i zjadliwą zazdrość. Coraz ostrzej gardziła nim po to, by po chwili wychwalać pod niebiosa. Czasem sam już nie wiedział, czego od niego chciała. Miał zgadywać jej zachcianki, ale nie potrafił. Jak był cicho, zarzucała mu brak miłości. Jak się odzywał, krzyczała, że jest zarozumiały i się nie zna. Żadna praca nie była go godna, ale jak nie pracował, to stawał się nieudacznikiem. I tak dzień za dniem, aż umęczone walką ciało poddało się. Umysł nie odpuścił, nie przyznał się do nienawiści, a leki mu w tym dopomogły. Ciało nie miało tyle szczęścia. Syn umarł, pozostawiając matkę w żalu i podświadomym poczuciu winy, którym obarczała każdego kolejnego członka rodziny. Byle nie siebie.

Nieodrodne córki matki

Kobiety z rodu Ewy, CorkiKobieta od dłuższego czasu wiedziała, że choroby i wszelkie nieszczęścia wzbudzają współczucie. Sprawiają, że ludzie się litują, a litość oznacza pomoc i zainteresowanie. Oznacza miłość, dobroć i ciepło w jej kierunku. Kobieta chciała się w nim pławić, tylko że nigdy nie miała dość. Zawsze pragnęła więcej, co skutecznie uniemożliwiało jakiekolwiek zadowolenie z życia, któremu daleko było do zabawy. Ciężko pracowała, zarówno na utrzymanie jak i wizerunek ofiary. Pomagał jej w tym na pewno wymachujący pięściami mąż i własne niegasnące rozżalenie. Dobrze jej robiło wylewanie łez z powodu trudnego życia i okrutnego męża. Może właśnie dlatego nawet nie przyszło jej do głowy, by coś zmienić, by odejść od pięściarza. Zmusiły ją do tego córki. Miały dość wiecznego uciekania w popłochu przed pięściami i zakusami pijanego ojca. Zmusiły ją, więc i im przypadła cała wina za konsekwencje. Matka natomiast taplała się w samorodnej chwale za odwagę i późniejsze samotne wychowywanie gromadki dzieci.

Samo wychowanie było bardzo porządne, zwłaszcza dla dziewczynek, które od najmłodszy lat wyręczały matkę we wszystkim, co dotyczyło domu i młodszego rodzeństwa. Były poza tym dość uzdolnione. To jednak niezbyt podobało się matce. Wciąż musiała z nimi rywalizować i walczyć o zachowanie pozorów własnej nieomylności. Mądre dziewczyny to chluba dla rodziny, ale tylko wtedy jeżeli ich mądrość skierowana była w stronę domu i dzieci oraz nie przewyższała matczynej. O to było jednak nietrudno, bo kobieta szkoły nie miała żadnej. Zaradna i obrotna matka zdołała jednak i na tym skorzystać. Zatrudniała najzdolniejsze córki w roli darmowych korepetytorek. W zamian otrzymywała oczekiwaną wdzięczność i podziw dla zdolności i dobrego wychowania latorośli. Traktowała to jako należną zapłatę za jej zasługi. Zmęczenie dziewczyn nie miało prawa bytu, nawet przy założonych już rodzinach i pracy zarobkowej. Zawsze przegrywało z chorobą matki i długiem, który u niej zaciągnęły samym przyjściem na świat.

Pracowitość – lek na pogardę i wstyd

Przyuczone do pracy córki nie protestowały. Nie uciekały od niej. Napatrzyły się na lenistwo matki, na jej powolność i opieszałość, którą próbowała ukryć nawet przed sobą samą. Dla siebie chciały czegoś innego. Poza tym nasiąkły przekonaniami, że wielka pracowitość prowadzi do szacunku i sympatii otoczenia. Zapragnęły zwłaszcza szacunku, którego doświadczyły bardzo mało. Matka nimi pogardzało, bo jako dziewczyny, a później kobiety były dla niej lustrem jej własnych ułomności. Pogardzała nimi również ze strachu, bo miały to, czego ona w tamtych czasach już mieć nie mogła – wykształcenie i młodość. Zawsze im powtarzała, że gdyby miała podobne do nich możliwości, osiągnęłaby o wiele więcej. Że mimo tej całej szkoły i tak nic nie potrafiły. Były nijakiej, ale posiadały młodość, a z nią wolność i beztroskę. Mogły się bawić gdyby nie matka, która zawsze znalazła im jakieś zajęcie, a w końcu wypychała do zamążpójścia. Żeby się ich w końcu pozbyć. Żeby zapewnić im podobny los do swojego.

Pogarda płynęła również od strony otoczenia. Jako córki pijaka, tułające się nocami po piwnicach spotykały się z politowaniem i wyszydzaniem. Matka handlarka nie pomagała. Nie dość, że naprzykrzała się ludziom, chodząc po domach z towarami do sprzedania. Opowiadała wszystkim o swojej ciężkiej doli. Przejaskrawiała i często pozbawiała dziewczyny ich prywatności, a one czuły się jak żebraczki. Jakby klienci wyświadczali im przysługę, że za cokolwiek zapłacą. Córki znienawidziły handlowanie, targowanie się i branie tego, co właściwie było im należne, ale odczuwane jako rodzaj łaski. Wolały ciężką pracą. Pokornie oczekiwały za nią pochwały i zapłaty. Gdy te nie nadchodziły, wyrażały żal, który stał się podwaliną przyszłej manipulacji. Wolały bowiem opowiadać o swojej pracowitości, licząc na wyrzuty sumienia u drugiego człowieka, niż otwarcie domagać się zapłaty. Branie stało się niegodne i przywracało wspomnienia handlującej matki.

Matka doskonała w doskonały domu

Jedna z córek zapragnęła stworzyć rodzinę doskonałą. Całkiem odmienną od tego, czego sama doświadczyła. Z mamą, która się troszczy i staje w obronie dzieci. Z ciepłym obiadem w czystym domu i zadowolonym z żony mężem. Takim, który będzie za nią, a nie przeciw niej. Upatrywała w tym podstaw szacunku. Chciała być podporą domu i społeczności, podziwianą za mądrość, pracowitość i uczynność. Za bycie doskonałą w każdym calu. Dążyła do tego z całych sił, kosztem swoim, dzieci i męża. Niczym matka nie znosiła sprzeciwu, choć często swojego zdania broniła za pomocą manipulacji. W domu chciała rządzić niepodzielnie, więc przejęła wszystkie obowiązki domowe i związane z wychowaniem dzieci. Męża odsunęła od nich całkowicie, a wszelkie próby ingerencji prowadziły do wybuchów agresji, poniżania i obrazy majestatu. Pan mąż nie ingerował jednak za bardzo. Odpowiadało mu zrzucenie ciężaru posiadania rodziny. Mógł zając się sobą, podobnie do braci żony. A ona czuła się przy niem bezpiecznie, choć jednocześnie pogardzała nim za jego słabość, którą sama wymusiła.

Dzieci znajdowały się w jej mocy. Każda forma odległa od idealnego wzorca matki była karana krzykami i wyzwiskami. Dodatkowo wychowywały się w wiecznym poczuciu winy za pracowitość matki, której odciążyć nie miały prawa. Nie potrafiły jednak osiągnąć wymaganego przez nią ideału, który stałby się zapłatą. Dzieci uczone były więc ciągłej wdzięczności za trud matki i wstydu za własną nijakość, głupotę i brzydotę. Zwłaszcza córki, które stanowiły dla niej nieuświadomione lustro. Nigdy nie były dość ładne, zgrabne, szczupłe, mądre, bądź miłe. Wciąż zmuszane były, by komuś dorównać. Sama matka zaś wiecznie rywalizowała z innymi kobieta, a na koniec również z córkami. Po matce odziedziczyła dzikie pragnienie uwagi, które w połączeniu z pragnieniem doskonałości sprawiło, że odczuwała wciąż zazdrość i nienawiść do innych ludzi, zwłaszcza własnej płci. Chciała mieć wszystko, co inni, a nawet więcej! Brzydziła się jednak brania i samodzielnego działania. Im bardziej się brzydziła, tym bardziej pragnęła i manipulowała. Również samą siebie. Wzbudzała litość i poczucie winy, które miały jej pomóc w osiąganiu celów. Jak jej własna matka, uciekała w choroby, nienawidziła córek i uwielbiała synów, którym zazdrościła podświadomie.

Tęsknota za opieką i bezpieczeństwem

Kolejna córka odziedziczyła po matce zmysł praktyczny. Marzyła wprawdzie o miłości, ale pragnęła przede wszystkim stabilności finansowej i szacunku. Poza tym chciała uciec od toksycznej matki. Znalazła sobie męża o bogatych korzeniach. Nie udało jej się jednak odejść od wzorca rodzinnego. Małżonek w rozleniwieniu i roszczeniowym podejściu dorównywał braciom. Stała się więc służącą, kucharką, sprzątaczką i matką dla męża. Na jej barki spadły kłopoty finansowe. Mąż miał wprawdzie bogatych rodziców i sam zarabiał dość dobrze, ale nie lubił przynosić pieniędzy do domu. Teściowie natomiast za synową nie przepadali. Dużo biedniejsza od nich nie uchodziła za dobrą partię, ale była pomocna przy ogarnianiu ich gospodarstwa, co skrzętnie wykorzystywali. Dla niej zaś pracowitość stała się sposobem na wkupienie się w ich łaski. Również kosztem własnej rodziny, która mocno traciła na znaczeniu za każdym razem, gdy w grę wchodził jakiś mężczyzna i jego interesy. W nich bowiem upatrywała bezpieczeństwa, o które sama nigdy nie zawalczyła. Siostry zawsze walczyły za nią.

Opieki i dobrobytu nie łączyła jednak z siostrami, albo ogólnie kobietami. Zbyt mocno przesiąkła niechęcią do własnej matki. Równocześnie nasiąkła jej słabością i niechęcią do trudów życia. Nie chciała walczyć, mierzyć się ze światem i samodzielnie spełniać marzenia. Pragnęła, by ktoś zrobił to za nią. By ją uratował od toksycznej matki, wstydu i niedostatku. By wybrał ją ponad samodzielne siostry, od których zawsze czuła się gorsza i brzydsza. By zabrał ją do świata wolności, gdzie ona mogłaby by wreszcie robić, to na co ma ochotę i mówić wszystko, co będzie miała na języku. Pragnęła siły, bo zawsze czuła się słaba. Symbolem siły był natomiast mężczyzna, dla którego zaprzedałby duszę diabłu. Zwłaszcza by go przy sobie zatrzymać. 

Krówka, która daje dużo mleka i mało je

Matka bardzo szybko poddała się pierwszej lepszej chorobie i skorzystała z możliwości renty. Od wszystkich oczekiwała współczucia, a od córek pomocy i opieki. Zwłaszcza w jednej córce zasiane zostało ziarno głębokiej odpowiedzialności za innych. Nigdy za siebie, bo to było wyrazem egoizmu i arogancji. Posiadała ona naturalne ciepło oraz spore zdolności intelektualne, które zawsze były wyśmiewane i zaniżane przez matkę. Córka ta była również najbardziej popędzana do darmowego nauczania. Chyba jako jedyna odziedziczyła niezłomność i odwagę ukrytą pod ojcowskimi wyziewami alkoholu. Nauczyła się więc bronić rodziny przed ojcem i obcymi. Matka wykazywała zawsze przeciwne tendencje, co wzbudzało w córce żal, a później obrzydzenie dla słabości. Starała się być jeszcze bardziej odważna i uparta. Kosztowało ją to dodatkowe baty, ale równocześnie chroniło rodzinę przed atakami ojca. On sam zaś ukochał ją sobie za to najbardziej. Nigdy jednak nie stał się dla niej oparciem. Przeciwnie. To ona wspierała wszystkich i tego nauczona, zatraciła najbardziej umiejętność brania. Rozdawała więc swoją wiedzę za bezcen, a z czasem traktowała to jako nieprzyjemną powinność. Dawała dużo mleka i mało jadła. Do czasu.

Wyszła za mąż z miłości, biednie ale szczęśliwie. Każde szczęście kończy się jednak, gdy obija się o brak wzajemnego zaufania i lojalności. Córka, przyzwyczajona do martwienia się o byt rodziny, nie potrafiła wesprzeć się na ramionach męża. Nauki o mężczyznach, którym pozwala się na wszystko również i w tym przypadku przyczyniły się nieszczęścia. Wystarczyło, że raz zawiodła się srogo na mężu. Do kolejnego rozczarowania postanowiła nie dopuścić. Zamiast razem, zaczęli działać osobno. On, zatracając się w poczuciu odrzucenia i alkoholu. Ona, w poczuciu rozczarowania, starając się związać koniec z końcem dzięki pracy na kilka etaty. Zdolności i odwaga zostały zatracone w przemęczeniu i poniżeniu, które rozpoczęła matka, umocnił utracony ojciec, rodzeństwo, a następnie mąż. Od zawsze czuła, że jest gorsza. Teraz miała tego dowód – zmarnowane życie u boku pijaka, który bił ja niekiedy dotkliwie, karząc za odrzucenie i brak własnej skuteczności. Ona unosiła się fałszywą dumną. Chowała za nią wstyd za własną bezsilność i słabość, żal oraz nieuświadomione ogromne pragnienie miłości. Żal był tym większy, im więcej dawała, nie otrzymując nic w zamian.

Wnuki, wnuczki i wnuczęta

Kobiety z rodu Ewy, Wnuki Wnuczki i WnuczętaCórki i synowie jedno mieli wspólne. Uwielbiali wysługiwać się ludźmi dookoła. W większości przypadków nie robili tego specjalnie. Taki po prostu mieli nawyk, wyniesiony z dzieciństwa. Córki same dużo dawały, oczekiwały więc, że dzieci będą podobnie do nich udzielać się z pokorą. Dodatkowo miały być zdolne i wdzięczne za idealny dom, stworzony przez idealną matkę. Idealną na zewnątrz, bo podobnie do babci, nienawidziła ona sprzeciwu. Reagowała na niego wybuchami agresji słownej, podobnie jak na wszelkie okazy niedoskonałości. Niedoskonałe stawało się z czasem wszystko, pogłębiając w dziewczynkach ich poczucie brzydoty i braku jakichkolwiek zdolności.

Uczyły się również dawać, ewentualnie otrzymywać w formie prezentów. Branie było niegodne, choć chłopcom nikt nie miał tego za złe. 
Dawanie – umiejętności, wiedzy, czasu i siły – stało się u wnuczek również sposobem na zawieranie i utrzymywanie przyjaźni oraz wzbudzanie sympatii. Nie miały nic innego do zaoferowanie. Zadaniem braci i kuzynów było natomiast przyjmowanie. 

Ukochani chłopcy mamusi

Chłopcy podobnie do wujków byli uczeni bezradności życiowej i mentalnego uzależnienia od matek. Byli zawsze piękni i doskonali, a każdy przejaw buntu kwitowany był albo agresją, albo wpajaną odpowiedzialnością z domniemane choroby i humory matek. Wychowywani byli w pogardzie dla słabości i inności. Oraz dla kobiet, które przecież musiały być niedoskonałe. Tylko w ten sposób poczucie wartości matki mogło pozostać niezagrożone. Krytyka była więc na porządku dziennym. Chłopcy uczyli się dodatkowo technik samozachowawczych, polegających na manipulacji. Uczyli się posiadania twarzy na pokaz – silnej i służącej do wyzysku, w którym nie widzieli nic złego, o ile nikt nie złapał ich na gorącym uczynki. 

Manipulacja i zamiłowanie do wyzysku współgrało z ich wysokim mniemaniem o sobie oraz pociągiem do łatwego życia. Trudu i cierpliwości w końcu im nie wpojono. Wyzysk kobiet był natomiast traktowany jako coś naturalnego. Były gorszej kategorii i od zawsze na nich pracowały. Bycie utrzymankiem mieli we krwi, choć jednocześnie rosła w nich nienawiść za przymus manipulacji i zewnętrznego podporządkowania się. Nienawiść rosła jeszcze bardziej, gdy manipulacja okazywała się nieskuteczna i nie ratowała od ciężkiej pracy, do której trafiali od czasu do czasu. Na krótko, bo zawsze znalazła się jakaś poczciwa kobieta, nauczona bezwarunkowego dawania. Często w cichości oczekiwała od nich wielkiej miłości i wdzięczności za jej poświęcenie, ale chłopcy nie mieli skrupułów. Przyzwyczaili się do jeszcze większego skupienia na sobie, niż wujkowie.

Wnuczki znienawidzonego pragnienia

Wnuczki musiały być przede wszystkim dobrze wychowane. Musiały być grzeczne i skromne, dobrze się uczyć i ładnie wyglądać, żeby oddalić od siebie widmo staropanieństwa. Posiadanie chłopaka, a później męża wydawało się być w dalszym ciągu jednym z priorytetów. Świadczyło o urodzie i popularności dziewczyny, które były uznawane za jej największy atut. Wykształcenie było ważne, ale raczej dla podniesienia statusu dziewczyny w oczach przeszłego męża. Wiadomo było wszakże, że kobiety nie są stworzone do rzeczy wielkich. Nie są ani wystarczająco silne, przebojowe, ani inteligentne. Ich obowiązkiem miało być urodzenie i wychowanie dzieci. Nagrodą natomiast byłby dobry mąż, który zaopiekuje się żoną i spełni jej ambicje. Da jej to, o co jej samej prosić nie wypadało. 

Do zajmowania się domem jednak nikt ich nie namawiał. Z jednej strony w przeświadczeniu matek wciąż żywe było przepracowanie w domu babki. Z drugiej syndrom doskonałej matki nie dopuszczał do obowiązków domowych żadnego dziecka. Doskonałość w oczach innych miała być lekarstwem na podświadomy brak wartości. Doskonałe miały być więc i wnuczki, ale nigdy doskonalsze od matki, która wciąż je poniżała i odbierała jakąkolwiek moc przebicia. Wnuczki nie mogły też liczyć na miłość i czułość, których być może doznały w najmłodszych latach, ale im były starsze, tym bardziej stawały się lustrami dla matek. Stawały się coraz większym zagrożeniem, zarówno w walce o uwagę i przychylność innych, jak i w walce ze świadomością. Pokazywały im także ich wady, te prawdziwe i urojone. Uświadamiały prawdę o nich samych, a tego matki widzieć nie chciały. 

Wnuczki siłaczki i opiekunki matek

Czyjaś uwaga ma moc spełniania pragnień. Babka i matki chciały w to wierzyć. Uczyniły ludzi lekiem na pragnienie. Z mężczyzn zaś zrobiły siłę napędową, która miała zapełnić pustkę, przejmując na siebie natchnienie i trud życia. Wnuczki stały się nieświadomie konkurentkami. Ich matki walczyły z nimi o uwagę mężów. Wbijały klin, jeszcze bardziej poniżały dziewczyny i ich ojców, którzy w końcu kapitulowali. Pozostawiali władzę w rękach żon i sami atakowali własne córki, by się przypodobać żonom. A także dla świętego spokoju. Brak jakiegokolwiek wsparcia i ciągłe obraźliwe przytyki ze strony matek budziły coraz większy bunt, który wylewał się na zewnątrz w postaci agresywnego zachowania. Agresja była potrzebna również do obrony przed atakami innych kobiet. Bo przecież one zawsze raniły i to od nich oczekiwało się nieustannych ciosów. Mężczyźni wydawali się być dużo lepsi, zarówno jako uwielbiani przez matki bracia, jak i ojcowie, którzy dawno zatracili zainteresowanie i nie wspierali. Zresztą winę za to ponosiły i tak kobiety.

Niekiedy matki walczyły także o uwagę samych córek. Szukały w nich wsparcia w okrutnej wojnie z pijanymi mężami. Z czasem wsparcie zamieniało się w całodobową opiekę. Matki stawały się córkami. Podświadome poczucie bezradności tak długo wypierane, przejmowało nad nimi kontrolę. Teraz córki broniły je przed pięściami pijanych mężów, tak jak one w dzieciństwie broniły babkę. Wnuczki powielały więc schemat siłaczek i przejmowały odpowiedzialność za samopoczucie kobiet, które powinny być dla nich opoką. Poświęcały im całą uwagę, zapominając o sobie i własnych potrzebach. Wciąż dawały zamiast brać, bo branie uchodziło za słabość. Słabość natomiast musiała zostać wyparta, podobnie do bólu, smutku i żalu.  Na tym polegała siła, a one walczyły o zachowanie jej pozorów, wychowane w poczuciu bycia gorszymi i odrzucone przez ojców. Walczyły również z mężczyznami, zazdroszcząc im wolności, zdolności i siły. Oni mogli wszystko, a kobiety były słabe. Jak ich matki, które nie obroniły ich przed nimi. W zamian same domagały się obrony.

Geneza grzechu pierworodnego

Grzech pierworodnyGrzech pierworodny sprawia podobno, że wszyscy jesteśmy grzeszni. Przychodzimy więc na ziemię, by odpokutować przewinienie Ewy, które polegało na nieposłuszeństwie wobec Boga. Nasze cierpienie jest zatem usprawiedliwione i nie można od niego uciec. Wszelkie próby przedwczesnego zakończenia bolesnego życia prowadzą do ogni piekielny. Bezradność i bierność wobec krzywdy są zatem wpisane w życie i powodują jeszcze więcej przemocy i cierpienia. Aż dojdzie do eskalacji. Wybuch zniszczy wszystko i w końcu zrobi miejsce na nową Świadomość. Narodzi się ona w trudzie i znoju. Zaprowadzi do prawdy, po którą sięgnęła Ewa, ale której nie potrafiła udźwignąć. I nie chciała. Wolała poddać się pragnieniu serca, niż nauczyć się nad nim panować. Panowanie bowiem wymagało wiele wysiłku, cierpliwości i samodzielności. Wymagało trudu, którym rozpoczyna się każdy nowy etap i obszar w życiu. Samodzielność natomiast oznaczała samotność. Adam bowiem nie musiał spełniać pragnienia Ewy. Był odrębną jednostką, która miała prawo podążyć własną drogą. I miała prawo odwrócić się od Ewy, by dojrzeć w swoim czasie. 

Przewinieniem Ewy stała się zatem ucieczka przed trudem i samotnością. Wolała sprzeniewierzyć się własnej mocy w nadziei na obecność Adama, jego wsparcie, miłość i (współ)działanie, które miało doprowadzić do nasycenia. Do wyrażenia natchnienia, którego ona sama wyrażać nie chciała. Zamiast więc ukierunkować pragnienie i cierpliwie je zaspokajać natchnieniem, skupiła je w całości na Adamie. Odcięła się od własnego działania i od świadomości, w którą ewoluowało natchnienie. Zeszła w poniżenie, które miało nasycić, ale zaspokajało jedynie popęd. Na krótko, powiększając wewnętrzną pustkę. Bo Adam również nie chciał działać. Nie chciał angażować się w trud.  Nauczył się za to wykorzystywać pragnienie, które zamiast wyznaczać mu cele i motywować do działania, zostało skierowane na niego i jego zachcianki. Im bardziej Ewa pragnęła, tym więcej mu dawała. Tym bardziej tłamsiła, budząc albo bierność, albo gwałt i ucieczkę. Jednocześnie nie chciała sięgnąć po zrozumienie. Wciąż wypierała prawdę, karmiąc podświadomość, a wraz z nią grzech pierworodny, zwany także karmą. Adam również wypierał. Nie spieszyło mu się bowiem do trudu. Myślał, że kontroluje Ewę, całkowicie nieświadomy faktu, że prawdziwą władzę dzierży Podświadomość.

Zmycie grzechu i odczarowanie karmy

Wyparte pragnienie rodzi chaos i zapętlenie. Przestaje być bowiem kompasem i wskazywać cel oraz kierunek życia. Chaos natomiast staje się zawsze siedliskiem bólu i cierpienia, które nawarstwia się i zapętla, odcinając wszelkie możliwości wyjścia. Aż wybuchnie. Ewy oddawały siebie w nadziei na nagrodę. Manipulowały i próbowały zatrzymać przy sobie Adamów, którzy odciążyliby je w trudzie i zapełnili powiększającą się pustkę. W zamian jednak dostawały coraz bardziej po żebrzących rękach. Ich rozgoryczenie, poczucie krzywdy i bezradności rosło wraz z kolejnym pokoleniem Ew. Aż doszło do wnuków, gdzie stłamszone natchnienie w końcu dobiło się do świadomości człowieka. Urządziło piekło i wydobyło pragnienie na światło dzienne. Wraz z nim przyszło również zrozumienie: 

  • Prawdziwa bezsilność tkwi w zamknięciu i wyparciu.
  • Siła fizyczna nie jest oznaką mocy. Moc każdego człowieka zawiera się w umiejętności wyrażania i panowania nad pragnieniem i pędem.
  • Trud jest nieunikniony i z czasem zmienia się w przyjemność. Zwłaszcza gdy uzbroimy się w cierpliwość i zaufanie do siebie.
  • Zaufanie do siebie natomiast wynika z zaufania do Wyższej Jaźni i vice versa. W Wyższej Jaźń zawierają się bowiem energia żeńska i męska, które tworzą każde istnienie. Które stanowią obraz wewnętrznych rodziców każdego człowieka.
  • Nasycić pragnienie możemy tylko my sami. Poprzez działanie, tworzenie i wychodzenie do świata. Nikt inny nie zdoła nas nasycić. Może jedynie krótkotrwale zaspokoić popęd. 
  • Uciekając przed natchnieniem blokujemy się na świadomość i zrozumienie. To z kolei sprawia, że tym bardziej musimy się natrudzić, by cokolwiek osiągnąć. Często jednak bez powodzenia.
  • Wyparcie zawsze tworzy Podświadomość, a z nią zamknięcie, ból i poniżenie. 

Moc kobiet rodu Ewy 

Każdy człowiek posiada moc zmycia tak zwanego grzechu pierworodnego i kreowania własnego losu. Wystarczy, że pozwoli sobie na prawdę wobec siebie. Na prawdę o własnych pragnieniach, lękach, wstydach i słabościach. Poznanie siebie pozwala bowiem na umiejętne wykorzystanie własnych zasobów. Pozwala na przekształcenie lęku w odwagę, bólu w wiedzę i słabości w siłę. O ile uzbroimy się w cierpliwość i zaakceptujemy początkowy trud. W nim bowiem znajduje się Święty Graal, który prowadzi do nasycenia. Wnuczki z rodu Ewy musiały zatem otworzyć się na trud działania i samodzielności. Musiały dopuścić do siebie natchnienie i zaufanie, że Przestrzeń się nimi zaopiekuje. Najtrudniejsza okazała się jednak miłość do siebie. Przyzwyczajone do ciągłego skupiania uwagi na innych, do poświęcania się, ciężkiej pracy i wyzysku, nie wierzyły, że są warte miłości. Że są warte tego, by spełniać marzenia, które okazały się ich głęboko wypartym pragnieniem. 

Zamiast szukać siły w mężczyznach, musiały odnaleźć ją w sobie. W miłości do ciała, które było dotąd wykorzystywane przez nie same oraz innych ludzi. Skupiając się na wyrażaniu natchnienia, na upartym dążeniu do wewnętrznej jedności, powoli wypracowywały własne owoce. Rodziły je cierpliwie i pozwalały dojrzeć. Dzięki nim rosła wiara we własną skuteczność, zdolności i opiekę Przestrzeni. Dzięki nim nasycały pragnienie i goiły rany, zarówno własne, jak i rodowe. Od nich mogły czerpać matki i babka. Choć nie musiały. Mężowie, synowie i bracia zyskali w końcu wolność i niezależność. Stracili jednak źródło wyzysku, które choć tłamsiło, było wygodne. Kobiety musiały nauczyć skupiać się na sobie i własnych działaniach. Mężczyźni z rodu Ewy zyskali równie trudne zadanie – samodzielne działanie, kierowane serem. 

Opowieść traktuje o rodzie fikcyjnym, którego pewne elementy są jednak wspólne dla wielu rodów o dominującej energii żeńskiej.

Przeczytaj także:

Pragnienie demon ktory neka i budzi zycie
Pragnienie – demon, który nęka i budzi życie
Czy ja jestem wart(a) czyi przemiana Calineczki w Królową Elfów
Czy ja jestem wart(a), czyli przemiana Calineczki

 

 

 

 

One thought on “KOBIETY Z RODU EWY”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *