Pragnienie - demon, ktory neka i budzi zyciePragnienie serca, czyli demon, który nęka duszę

Rozwój osobisty, duchowy, czy po prostu rozwój człowieka można podzielić na wiele etapów, w tym wewnętrzny i zewnętrzny. Pierwszy dotyczy Podświadomości, drugi Materii. Każdy z nich z kolei składa się z kolejnych etapów, które przedstawiłam w Mandali Serca. Są to jednak podziały umowne, dla wygody naszej ograniczonej świadomości, która musi trzymać się hierarchii i liniowości. Inaczej ginie w chaosie. W rzeczywistości bowiem wszystkie etapy zazębiają się i przenikają. Wnikamy w podświadomość, by odkryć siebie i przechodzimy do działania, by nadać odkryciom realne kształty. Tworzymy namacalne owoce, które są miarą naszej skuteczności. Działając, rozwijamy więc wiarę w siebie i we własną wartość, co z kolei wpływa na podświadome ograniczenia. Rozbraja je bez potrzeby uprzedniego wejścia w odmęty własnej psychiki. Choć samo wejście jest nieuniknione. Tak samo jak działanie. Inaczej demon, który nęka duszę, nie pozwoli nam odpocząć. Będzie ściskał serce, nawiedzał myśli i niszczył każdą barierę, którą wzniosło ego w lęku przed pragnieniem.

Do zaspokojenia pragnienia bowiem potrzebny jest czas i cierpliwość. Dlatego przed nim uciekamy. Potrzebna jest również odwaga do wejścia w Nieznane. W ciemność, przez którą wiedzie nas zaufanie do Przestrzeni. Nieodzowna jest również wiara w to, że owo pragnienie uda nam się zaspokoić. Że nie musimy pędzić do przodu w lęku przed śmiercią, która przyjdzie nagle i nie pozwoli się nasyć. Że rozczarowania i potknięcia na drodze pomogą nam wzrosnąć. Nie odciągną od celu. Bez wiary pragnienie pozostanie demonem, który nęka. Który boleśnie pogania w obawie przed nienasyceniem. Żeby jednak uwierzyć i zaufać, najpierw demon musi wyjść z ukrycia. Jak inaczej go odczarujemy?

Demon, który nęka niezauważenie

Wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z pragnienia. Na przestrzeni lat i doświadczeń zostało ono bowiem głęboko wyparte i ukryte pod grubą warstwą emocji. Czasem tylko coś  znienacka zakuje w piersi, albo wyrwie się na wolność w chwilowym zapętleniu umysłu. Czasem pod wpływem chwili, alkoholu albo adrenaliny zrobimy coś niewybaczalnego. Zniszczymy dotychczasowe życie nawet nie podejrzewając, że odpowiada za to pragnienie serca. Głęboko wyparte, a więc niekontrolowane i wyrażane w negatywie. Bo pragnienie nigdy nie gaśnie. Wciąż tętni w każdym z nas. Niezaspokojone odczuwalne jest jako wewnętrzna pustka. Otchłań bez końca. Dlatego nie chcemy się z nią mierzyć. Im bardziej lekceważona, tym bardziej nienasycona i demoniczna. Aż w końcu urośnie do takiej siły, że przejmie kontrolę nad ciałem i umysłem.

OBIEG PRAGNIENIA - WIDOK Z GÓRY NA KRYSZTAŁ
Mandala Serca, Niszczycielska moc Ego – młody lew na drodze ku wyzwoleniu

W najlepszym przypadku doprowadzimy nieświadomie do zniszczeń tylko w naszym otoczeniu. W najgorszym przyczynimy się do zniszczenia życia innych. Bo pragnienie to demon, który nęka nas agresją, zazdrością i zachłannością. Gdy nie objawia się fizycznie, dotyka nas w sensie duchowym. Nawiedza nas w postaci nękań demonicznych, które przenikają do samego centrum naszej istoty. Zanim jednak do tego dojdzie, przechodzimy przez podstawowe etapy Mandali, aż do umownego obszaru piątego. Jest on wstępem do wewnętrznej burzy, której patronuje Lilith – energia, która nakłada formę wewnętrzną i zewnętrzną jako ciało. Poprzednie cztery przystanki są odpowiedzią na nieukierunkowane pragnienie serca. Zawierają się w nich pęd do poznania nowego i idealizm (2,3), świadomość, która dąży do uświadomienia nieświadomego (1) oraz sama podświadomość (4). Jest ona zbiorem doświadczeń i lęków, które ograniczają, a często i tłamszą, nie pozwalając na swobodną kreację. Podświadomość (czakra trzeciego oka) jest etapem, w którym króluje schemat kija i marchewki, albo kary i nagrody. W lęku oczekujemy bowiem kary za błędy oraz nagrody za posłuszeństwo. Układamy się z Przestrzenią, pertraktujemy o tym, co nam wolno, co musimy i jak. Wciąż w poczuciu zniewolenia. Aż nadejdzie bunt.

Niegodność, która każe wątpić – bunt Lilith

Demon, który nęka to pragnienie. Pragnienie serca, które wskazuje kierunek stworzenia. Jest siłą centralną, jak w symbolu ósemki. Przyciąga i wypycha energię męską, nadając jej cel i sens istnienia. Pragnienie wzbudza świadomość – natchnienie. Przyciąga ją ku sobie, a przyciągając pozwala dojrzeć i samo dojrzewa.
Więc kiedy czegoś pragniesz, sięgnij po to. Tak po prostu, choć z zachowaniem należytej ostrożności. Bazując na doświadczeniach własnych i zbiorowych, o których donosi intuicja. Wystaw rękę, zrób pierwszy krok w zaufaniu do Przestrzeni, która Cię pokieruje, choć nie uchroni przed potknięciem. Ale spodziewaj się trudu. Jest on nieunikniony, bowiem dla pragnienia i dla ego największym trudem jest właśnie cierpliwość. Kreacja jej wymaga. Nakładanie formy na świadomość jest zajęciem czasochłonnym, które przyspiesza wraz z praktyką. Im więcej ćwiczymy, tym więcej mamy doświadczenia. W nasze ruchy wkrada się znajoma rutyna, którą następnie możemy jeszcze bardziej udoskonalać. Jest to ósmy etap wyzwolonej kreacji, która sprawia przyjemność. Trud wydaje się być wtedy albo minimalny, albo sam staje się przyjemnością.

Zanim jednak kreacja zostanie wyzwolona, człowiek wkracza w nowy obszar, który wymaga nauki i praktyki. Na przeszkodzie staje zbyt wielkie pragnienie, które przyciąga natchnienie. Albo samo natchnienie, które nie tylko odpowiada na pragnienie, ale samo z siebie domaga się wyrażenia. Ono chce i już! A po drodze przecież czeka jeszcze dążenie do perfekcyjności, którego symbolem jest Lucyfer. Wraz z Lilith tworzy on wizje doskonałe. Ona nadaje im formę, on budzi pragnienie poznania, pragnienie odkrycia nowego. Oboje kreują iluzje, które domagają się urzeczywistnienia, nadania im materialnej formy. Przeniesienie ze świata wewnętrznego, do zewnętrznego. Lilith, przypisana do czakry gardła, tworzy dalej. Za pomocą głosu, słów, smaku, kształtu i kolorów. A nawet zapachów. Z tym, że iluzja w zderzeniu z materią jest zwykle obalana. Przestaje być piękna, oddala się od wyobrażenia, co powoduje niezadowolenie wewnętrznego Lucyfera. Powstaje więc kolejna kreacja. I kolejna. I każda kolejna, choć przybliża do celu, wciąż budzi niezadowolenie, a z nim poczucie niegodności. Niegodność natomiast rodzi bunt.

Natchnienie, które staje się demon i nęka niewyrażone

Tak jak fantastyczny projekt budynku mieszkalnego zmienia się w trakcie prac wykonawczych, tak iluzja nabiera innych kształtów od zamierzonych. Dopiero wieloletnie doświadczenie architekta pozwala na uwzględnienie większości zmiennych i uniknięcie poważnych rozczarowań. Do tego czasu jednak człowiek uczy się na błędach, nie tylko własnych. Uczy się i dąży do doskonałości, którą napędza pragnienie i natchnienie. Nad całym procesem panuje ego, a więc wolna wola. To dzięki niej człowiek może zapanować nad popędami i odpowiednio je ukierunkować. Jeżeli jednak ego nie działa odpowiednio, natchnienie zalewa Jaźń, domagając się urzeczywistnienia doskonałych iluzji. Jest go więcej i więcej, aż dochodzi do wyczerpania, bo ciało nie nadąża. Lilith nie nadąża i zaczyna blokować natchnienie. Wypiera je, tworząc podświadomość. W człowieku rodzi się bunt na wykorzystanie, bo jak najbardziej czuje się sponiewierany przez los i niedoceniony przez towarzyszy. Odczuwa niezadowolenie w stosunku do siebie oraz do tego, co tworzy, co sobą reprezentuje.

Rodzi się bunt, a za nim podąża agresja. Skoro nie można stworzyć niczego doskonałego, po co robić cokolwiek? Po co tyle pracy ponad siły, skoro nic się nie udaje? Wtedy też przychodzi poczucie odrzucenia, choć tak naprawdę sami siebie odrzucamy w poczuciu głębokiej niegodności. I ja siebie odrzuciłam, bo nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego wyrazu dla uczuć, które mną targały. Nie wiedziałam jak. Wszystko czego próbowałam, nie dawało satysfakcji. Wciąż było za mało, a niewyrażone emocje narastały. Natchnienie nie potrafiło znaleźć ujścia i w końcu zmieniło się w demona, który nękał. Uwięziony we mnie rósł w siłę, również w odpowiedzi na przyzywające go pragnienie.

Pragnienie, które nęka i domaga się zaspokojenia

Gawrony obraz pastele suche

Można pomyśleć, że przecież pewne poczucie bezwartościowości towarzyszy nam cały czas. Etap budzenia się niegodność formy jest jednak czasem, kiedy stajemy się tego bardzo świadomi. Tym bardziej świadomi, im bardziej zaczyna być odczuwalne rodzące się pragnienie. Wciąż bez kierunku – pragniesz, ale czego? –  wchodzimy w obszar bolesnego zagubienia. Jest ono jednak niczym w porównaniu z rozbudzonym w pełni pragnieniem, które wraz z mocarnym natchnieniem rozbija w pył wszelkie systemy obronne. Pragnienie serca jest energią twórczą, która nadaje kierunek emocjom. Emocje z kolei tworzą formę. Nadają kształty, smaki, dźwięki i zapachy. Gdy nie ma dla nich kierunku gromadzą się bez celu z uwięzionym w nich natchnieniem. Emocje są bowiem nośnikiem świadomości. Gromadzą się i rosną w siłę by w odpowiednim momencie zaatakować. Jak wielka fala, która kończy się potopem. Sam potom zaś jest właśnie symbolem wyniszczających, długotrwałych emocji. Często wtedy zdarza się utonięcie w sennej rzeczywistości. Jest głęboką i bolesna przemianą człowieka. Ja także utonęłam. Albo raczej prawie, ponieważ gdy już poszłam na dno, świadomość wyciągnęłam po mnie swe macki. We śnie natomiast kapitan statku, blondwłosy mężczyzna postanowił wyciągnąć mnie z wody. Wcześniej sam mnie do niej wrzucił i ciągnął przywiązaną do statku. Związaną. Aż przestałam walczyć i zanurzyłam się w głębokiej wodzie. Dopiero wtedy pojął, że nie rozumiałam czego ode mnie oczekuje. I nie oszukiwałam.

W materii natomiast nękały mnie głosy oraz odczucia w ciele i psychice. Emocje zalewały mnie bez przerwy i nie pozwalały wypocząć. Budziły w nocy niezlokalizowanym wewnętrznym bólem. Tak ogromnym, że tylko fizyczne cierpienie przynosiło ulgę. Na krótko. Im bardziej byłam zmęczona, tym mniej panowałam nad emocjami. Tym mniejszy opór stawiałam. Wystarczyło zamknąć oczy, by pojawiały się wizje. A czasem nawet nie trzeba było ich zamykać. Głosy we mnie narastały. Wcześniej też je słyszałam, ale w formie natrętnych myśli, kołowrotków myślowych, które nie dawały wytchnienia. Tak wyglądało moje życie od kilku lat. W chwili wyzwolonego pragnienia głosy przybrały jednak na sile i na niezależności. Przestałam je w końcu blokować. Leżałam wyczerpana przez wiele dni i nocy. Słuchałam tego, co się we mnie przelewało. Głosy ludzi nieznanych i znajomych. Bardziej lub mniej zrozumiałe. Ciche i tak donośne, że wyrywały mnie z letargu. Aż przyszedł ten najgorszy głos. Zrób to – powiedział. Zrób to, zrób to, zrób to. Chciał bym umarła. Najbardziej na świecie zapragnęłam wtedy spokoju w ciele i w głowie. Nicości.

Demon, który nęka i zmusza do prawdy

Niszczyciel obraz pastele sucheW pewnym momencie ból stał się wyjątkowo dotkliwy. Krzyknęłam w końcu, żeby mnie zostawił, ale wewnątrz i tak się poddałam. On jednak ku mojemu zdziwieniu przestał. Demon, który nękał odszedł. Nie na długo wprawdzie, ale przynajmniej pozwolił mi na chwilę wytchnienia. W tym samym czasie zaznajomiona z moim problemem osoba zaproponował bym go narysowała. Bym narysowała demona, który nękał mnie już od kilku miesięcy. Wcześniej próbowałam przenosić na papier różne uczucia i kształty, ale nigdy nie były one moje. Wstydziłam się pokazać, co we naprawdę tkwi. Co innego mi jednak pozostało? Niewprawnie, kanciasto i średnio udanie wyszła spod moich rąk postać białowłosego mężczyzny, który znęcał się nad czerwonowłosą kobietą. Postać Niszczyciela, który krzywdził Lilith – moją niegodność wyrazu. Niszczycielem okazało się być natchnienie, jasnowłosy kapitan statku ze snu. Natchnienie, które męczyło mnie potopem coraz bardziej bolesnych emocji. Emocje bowiem są energią, która ubiera świadomość w formę. Ich wyrażenie na zewnątrz pozwala przejawić się natchnieniu w świecie materialnym. Mi pozwoliło doznać ulgi.

Dopiero jak poszłam na dno, on odpuścił. Bo ja naprawdę nie wiedziałam, czego ode mnie chce. Nie wiedziałam, czego ja chcę. Nie wiedziałam, że pragnę przejawiać natchnienie. Ubierać je w formę obrazów, słów i symboli sennych. Nadawać im zrozumienie, którym mogłabym się dzielić z ludźmi. Byłam głęboko przekonana o tym, że nie potrafię i nie powinnam. Że nie chcę i nawet nie mogę. Dopiero jak się poddałam całkowicie, byłam gotowa przezwyciężyć wstyd i otworzyć się na totalną abstrakcję. W dalszej części snu o kapitanie jasnowłosy mężczyzna przywracał mnie do życia, wciskając we mnie gorącą zupę. Ocieplał mnie. W materii natomiast zaczęły przychodzić zewsząd pomysły na wyrażenie natchnienia. Zaczęło się od rysowania.

Natchnienie odpowiedzią na pragnienie serca

Rysowałam więc wszystko, co czułam. Starałam się nie troszczyć zbytnio o formę. Za każdym razem bowiem gdy próbowałam, odzywał się demon. Wracał. Głosy stały się wprawdzie rzadkością, ale ból psychiczny i kołowrotek myślowy wciąż potrafiły zamienić rzeczywistość w piekło. Dodatkowo pojawiła się we mnie energia. Towarzyszyła mi już wcześniej, ale w sposób o wiele delikatniejszy. Tym razem czułam ją jak potężna falę agresji, ogień, który przelewał się przez całe moje ciało. Przejmował nad nim kontrolę. Za każdym razem, gdy próbowałam się buntować, tarmosił mną tak długo, aż się znowu poddawałam. Zaprzestałam więc buntu. W poczuciu głębokiej niegodności jako człowiek i kobieta, stałam się niewolnikiem natchnienia. Wtedy wciąż jeszcze nie byłam świadoma, że moje własne pragnienie również mnie zniewoliło. A może nawet przede wszystkim.

Zaczęłam także pisać. Krótkie felietony, bo tylko na tyle pozwalał mi pulsujący we mnie ogień. Wszystko musiało ze mnie wychodzić natychmiast. Szybki tekst, szybki rysunek. Inaczej agresja zaczynała mocniej we mnie krążyć i obracała się przeciw mnie. Wychodziłam coraz bardziej do świata, bez gotowości. Raz nawet znalazłam się na pewnej scenie, dukając bez składu i ładu, bo choć emocji miałam w sobie wiele, forma wyrazu była jeszcze bardzo niedojrzała. Moje ciało odchorowało ten stres tygodniowymi drgawkami. Czułam się chora i wyczerpana. Tak jak po każdym otworzeniu się na nowe, do czego się przymuszałam w lęku przed demonem. Nie potrafię powiedzieć, w którym dokładnie momencie zrozumiałam, że moje pragnienie jest obok natchnienia głównym winowajcą i że posiadam moc nadawania mu kierunku. Wiedza o tym jednak wyzwoliła mnie z niegodności. Obarczyła również ogromną odpowiedzialnością i poczuciem winy.

Ego, które niszczy blokady – etap Niszczyciela

Pragnienie było moje. Było szóstym obszarem na Mandali. Natchnienie na nie odpowiadało, przyciągane, nawet wbrew woli świadomości. Im większe pragnienie, tym większe natchnienie. Tym więcej emocji, którym potrzebny był kierunek. Za kierunek natomiast odpowiadałam ja. Odpowiadałam zatem za całą nagromadzoną agresję, za wszystkie myśli i głosy, za cały ból, którego doświadczyłam. Również za demona, który nękał mnie tak dotkliwie. Byłam współwinna, bo to ja stworzyłam mu przestrzeń do działania, choć nieświadomie. W takim razie to ja musiałam nad nim zapanować. Odpowiednia świadomość otwiera drzwi do wolnej woli, którą posiada każdy człowiek. I jak w przypadku innych potencjałów, z niej również można zrezygnować. Można także z niej skorzystać i zacząć tak kierować pragnieniem, by wewnętrzna i zewnętrzna Lilith (cało) otworzyła się znowu na natchnienie i by ono jej nie zniszczyło.

Kierowanie popędami początkowo nie jest rzeczą prostą. Wymaga praktyki i cierpliwości. Ale kiedy wiemy już, czego pragniemy i pozwalamy sobie wierzyć, że to osiągniemy, wchodzimy w niechętny nam trud. Dodatkową motywacją jest również wspomnienie demona, który nękał i który zawsze może powrócić. Dzięki temu ego jest w stanie pokonać większość innych lęków, stojących na drodze. W tym wstyd, który tak mocno zawsze blokuje. Ego staje się więc nie tylko kierownikiem i mediatorem między energią żeńską i męską, między pragnieniem, natchnieniem i pędem do działania. Staje się także Niszczycielem barier i przeszkód stojących na drodze do spełnienia. Rozpoczyna siódmy etap Mandali Serca.

Ego, które transformuje demona

Początkowo próba skupienia uwagi przypomina walkę z uzależnieniem. I chyba tym właściwie jest w rzeczywistości. Uzależnieniem jest bowiem wszystko, co odciąga nas od prawdziwego pragnienia na rzecz szybkich zapełniaczy. Adrenalina, wyczerpanie, albo sama świadomość też uzależniają. Łatwo jest bowiem poddać się natchnieniu i wsiąknąć w kreację na długie godziny bez jedzenia i wody, czasem nawet bez snu. Dla mnie stało się to zbyt łatwe. Z jednej strony szybkie wyrzucanie emocji w postaci zdań, z drugiej długotrwała kreacja, która pozwalała się odciąć od ciała i myśli. I przynosiła wyczerpanie, a to z kolei pozwalało odetchnąć. Wnosiło krótkotrwałą ulgę, ale nie nasycenie. Nie odczuwałam także satysfakcji.
Dodatkowo musiałam mierzyć się z własnym wstydem. Rezygnacja z dobrego zawodu na rzecz analizy snów i głośnego mówienia o dominującej energii żeńskiej nigdy nie należała do mojej sfery marzeń. Czego się jednak nie robi dla pragnienia…

Najważniejszym zadaniem okazało się słuchanie ciała i dbanie o wypoczynek. Zmęczenie bowiem zawsze utrudnia przetwarzanie emocji, co w rezultacie prowadzi do zachwiania równowagi między natchnieniem i Lilith. To z kolei wpływa na bunt ciała i odcięcie od natchnienia. Rodzi się agresja i cały cyrk rozpoczyna się na nowo. Balans między działaniem i wypoczynkiem jest kluczowy w równowadze emocjonalnej i panowaniu nad pragnieniem oraz natchnieniem. Dzięki temu można zawalczyć o skupienie uwagi na dłuższej kreacji. Dla przykładu powstanie niniejszego tekstu nie było możliwe jeszcze rok temu. Zbyt wiele energii targało mną od środka, by móc skupić ją na wyrażaniu wiedzy, a nie samych emocji. Napisane wtedy pierwsze odcinki Mandali Serca sprawiały mi wręcz fizyczny ból. Również drugi biegun domagał się rekonstrukcji. Zrezygnowałam z długotrwałych sesji twórczych. Wprowadziłam przerwy, niekiedy całodniowe i zgrzytałam uzębieniem, ćwicząc się w przenoszeniu uwagi na inne tematy. Jak choćby gotowanie, którego szczerze nie znoszę, ale które pozwala mi zadbać o podstawy zdrowego odżywania. Zmiany objęły powoli większą część mojego życia.

Demon, który obudził życie

Demon, który nękał okazał się być wyzwoleniem. A może raczej demony? Musiałam bowiem otworzyć się na pragnienie, które wyparłam z powodu wcześniejszych niepowodzeń. Pragnienie natomiast było magnesem na natchnienie, dla którego musiałam znaleźć formę wyrazu. Udało się. Wyzwolone natchnienie przynosi na początku ulgę. Z czasem ulga przemienia się w satysfakcję i przynosi nasycenie. Pragnienie przestaje dręczyć. Zamiast nieustannej walki wewnętrznej przychodzi spokój. I radość. Cicha i delikatna wypływa z miejsca, które nazwać można Źródłem, Absolutem, albo po prostu Duszą. Zobaczyłam ją raz w wizji jako niebieską substancję, która wypełnia fioletowo-czerwone wnętrze. Efraim – powiedział głos. Świadomość, która wypełnia ciało i przynosi ukojenie. Woda życia i tak też jest odczuwana. Jak woda, która gasi pragnienie. Bo tylko podążając za sercem, jesteśmy w stanie je zaspokoić. Tylko poddając się mu, możemy wyzwolić kreację, która pozwala tworzyć w zaufaniu i radości. Nieodzowny jest przy tym potencjał Ego – wolnej woli. Bez niej pragnienie staje się popędem, demonem.

Etap wyzwolonej kreacji jest umiejętnością kierowania popędami w zgodzie z ciałem i świadomością. To cierpliwość, która wynika z zaufania do Przestrzeni, że każdy dzień zdoła zaspokoić pragnienie. Że nie trzeba się spieszyć, bo na wszystko przyjdzie czas. Wyzwolona kreacja to także działanie z woli ego, bez natchnienia. Jak praca, którą choć nieraz po prostu trzeba wykonać, wciąż sprawia przyjemność. Świadomość celu natomiast pozwala szybko przezwyciężyć odczucie trudu i podążyć do przodu.
Demon, który nękał przebudził mnie do życia. Pomógł przezwyciężyć lęk przed trudem kreacji, co stało się wstępem do odczuwania pełni. Wstępem do odczuwania pragnienia życia – kolejnego etapu Mandali.

 

Przeczytaj także:

Jak pokonać lęk przed odrzuceniem, czyli powrót taty w praktyce Kierunek Zycie
Jak pokonać lęk przed odrzuceniem?
Czy ja jestem wart(a) czyi przemiana Calineczki w Królową Elfów
Czy ja jestem wart(a), czyli przemiana Calineczki
sny wywolujace lek przed zyciem
Sny wywołujące lęk przed życiem
Paraliz senny - demon pragnacy przemiany
Paraliż senny – demon pragnący przemiany

2 thoughts on “PRAGNIENIE – DEMON, KTÓRY NĘKA I BUDZI ŻYCIE”

  1. Emi… dziękuję Ci za ten artykuł. Bardzo mną poruszył, bo przypomniały mi się słowa Gilberta od Totalnej Biologii: „To, co nie nazwane nie istnieje”. Jeśli nie nazwiemy naszych cieni, lęków i … demona, niezauważony będzie dalej czynił zniszczenie. Musiałam po tym wpisie ochłonąć… i pomyślałam, że całe życie uciekałam przed „Męskością”. Śnił mi się pokazywał i widziałam Go tylko jako zło. Męskość postrzegana w negatywie ucieleśniła mi się 😉 Dokonała zniszczenia, ale po to, by wyłonił się w moim wnętrzu Mężczyzna – oczywiście ten zharmonizowany i zrównoważony. :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *